- Kategorie:
- 100-150 km.20
- 150-200 km.5
- 70-100 km.55
- MK.13
- Pieszym szlakiem.45
- Ślad GPS.100
- VP.10
- WPKiW.184
Sruu do Katowic. Zakupy.
Wtorek, 19 października 2010 | dodano: 19.10.2010Kategoria WPKiW
Stałą trasą przez WPKiW do Katowic. Naprzeciw Spodka małe zdziwienie, nie ma sklepu komputerowego, do którego przyjechałem. Na szczęście znalazłem go dwie przecznice dalej, na placu Grunwaldzkim 4.
Powrót także przez Park w Chorzowie - ale się tam pozmieniało, ścinka drzew na całego.
Ogólnie dobra jazda, nie za zimno i sucho. Jedynie na 1,5km przed domem złapałem gumę :(
Ł3:442 km. [3207,5]
Temperatura:8.5 HR max:176 ( 90%) HR avg:151 ( 77%) Kalorie: 1279 (kcal)
Powrót także przez Park w Chorzowie - ale się tam pozmieniało, ścinka drzew na całego.
Ogólnie dobra jazda, nie za zimno i sucho. Jedynie na 1,5km przed domem złapałem gumę :(
Ł3:442 km. [3207,5]
Dane wycieczki:
29.60 km (1.80 km teren), czas: 01:24 h, avg:21.14 km/h,
prędkość maks: 40.60 km/hTemperatura:8.5 HR max:176 ( 90%) HR avg:151 ( 77%) Kalorie: 1279 (kcal)
Miechowice, Helenka, Wieszowa, Górniki - leśnie po okolicy
Niedziela, 17 października 2010 | dodano: 17.10.2010Kategoria Ślad GPS
Jadę gdzieś niedaleko, gdyż czekam na nowy suport. [ten obecny, mocno spowalnia jazdę]
Gdzie dojadę, zobaczymy.
Jestem na Miechowicach, chcę terenu. Robię rundkę po lesie. Zawsze mi się tutaj podobało. A i w terenie, mniej odczuwam ten suport.

Przelatuję nową nawierzchnię ulicy Stolarzowickiej. Ulica nabrała wyglądu, czuję się jak na górskiej drodze.
Czas na ul. Przyjemną. Zwykle ją omijałem [po prostu zawsze jechałem na Ptakowice], ale nie dziś. Jadę przez budowaną autostradę [super jazda, nie do końca legalna] i docieram do lasu przy Helence.
Teraz niewyraźną dróżką, wzdłuż jakiegoś potoku.

A właściwie to nawet nie ma tam dróżki. Po prostu jadę wzdłuż strumyczka. I obowiązkowe foto :)

Krążę po wąskich ścieżkach, okolicy ul.Jabłońskiego. Przejechałem prawie wszystkie, więc jadę drogą gruntową do DK78.
Chcę dotrzeć na Górniki - dzielnicę Bytomia. Znowu przez autostradę i na Wieszową.
Docieram także pod bunkier, który mnie nie zachwycił. Co gorsza, do bunkra trzeba było jechać, kilkaset metrów przez skraj pola. Krążę po kolejnym fragmencie leśnym. Byłem już w tej okolicy, wybieram drogi, którymi nie jechałem.
OK, już starczy. Wracam gruntową do Ptakowickiej i do domu. Kilka bardzo długich minut, trzeba czekać na sygnalizacji, by przekroczyć DK78 na tej ulicy.
Na koniec nowe graffiti na dzielnicy. {Teraz dla wszystkich, którzy stwierdzą, że moja ulica to już nie Centrum miasta, mam na to dowód}

Ł3:412,5 km. [3178]
Temperatura:4.0 HR max:178 ( 91%) HR avg:142 ( 72%) Kalorie: 2275 (kcal)
Gdzie dojadę, zobaczymy.
Jestem na Miechowicach, chcę terenu. Robię rundkę po lesie. Zawsze mi się tutaj podobało. A i w terenie, mniej odczuwam ten suport.

Przelatuję nową nawierzchnię ulicy Stolarzowickiej. Ulica nabrała wyglądu, czuję się jak na górskiej drodze.
Czas na ul. Przyjemną. Zwykle ją omijałem [po prostu zawsze jechałem na Ptakowice], ale nie dziś. Jadę przez budowaną autostradę [super jazda, nie do końca legalna] i docieram do lasu przy Helence.
Teraz niewyraźną dróżką, wzdłuż jakiegoś potoku.

A właściwie to nawet nie ma tam dróżki. Po prostu jadę wzdłuż strumyczka. I obowiązkowe foto :)

Krążę po wąskich ścieżkach, okolicy ul.Jabłońskiego. Przejechałem prawie wszystkie, więc jadę drogą gruntową do DK78.
Chcę dotrzeć na Górniki - dzielnicę Bytomia. Znowu przez autostradę i na Wieszową.
Docieram także pod bunkier, który mnie nie zachwycił. Co gorsza, do bunkra trzeba było jechać, kilkaset metrów przez skraj pola. Krążę po kolejnym fragmencie leśnym. Byłem już w tej okolicy, wybieram drogi, którymi nie jechałem.
OK, już starczy. Wracam gruntową do Ptakowickiej i do domu. Kilka bardzo długich minut, trzeba czekać na sygnalizacji, by przekroczyć DK78 na tej ulicy.
Na koniec nowe graffiti na dzielnicy. {Teraz dla wszystkich, którzy stwierdzą, że moja ulica to już nie Centrum miasta, mam na to dowód}

Ł3:412,5 km. [3178]
Dane wycieczki:
53.60 km (23.00 km teren), czas: 03:09 h, avg:17.02 km/h,
prędkość maks: 47.40 km/hTemperatura:4.0 HR max:178 ( 91%) HR avg:142 ( 72%) Kalorie: 2275 (kcal)
Jesienna Jura (Okiennik Wielki, Góra Zborów). Od świtu do zmierzchu, jak z zaciągniętym hamulcem ręcznym
Wtorek, 12 października 2010 | dodano: 12.10.2010Kategoria 150-200 km, Ślad GPS
Dziś dalsza wycieczka, na Jurę, to już po raz 4ty w tym sezonie. Chcę szukać pięknej jesieni, tymczasem czeka na mnie temperatura 0 stopni i wszechobecna mgła.
Wyruszam po 6:30 rano. Jadę w kominiarce. Mam nadzieję że okulary nie będą parować, oczywiście parują, więc szybko z nich rezygnuję.

Po ponad 30 min jazdy, słyszę w radiu, iż na Lotnisku Pyrzowice odwołano kilka startów, z powodu słabej widoczności, wynoszącej do 250 metrów. [Od Lotniska dzieli mnie w linii prostej kilkanaście kilometrów]
By ominąć budowaną AJedynkę, jadę fajnym skrótem do Wojkowic. Tam na jednym z wzniesień, postanawiam odsapnąć, bo tętno coś za duże.
Znaną sobie drogą docieram do Dąbrowy Górniczej. 27em km już za mną, mgła ciągle nie odpuszcza.

W samą porę, bo od drogi 796 widoczność się poprawia. Trochę przez las i bocznymi dróżkami, docieram przez Łazy do Zawiercia.
Kieruję się teraz zgodnie z niebieskim rowerowym Zawiercie-Skarżyce. Są oznaczenia, ale bez GPSa nie wiedziałbym jak jechać. Przez chwilę jazda odbywa się przez, jeszcze zaszronione, pola. Obawiałem się, że może być z tym kłopot, ale z mokrymi oponami przejechało się super. I dzięki temu mijam stary wiatrak, przy ul. Krajobrazowej.
Dalej odbijam na Włodowice, są tutaj ruiny Pałacu.

Na kolejnym wzniesieniu, oprócz widoków mijam konie.

A na ul. Turystycznej "Czubatą" skałkę.

Dalej widać już Okiennik Wielki, owianą legendami skałę, z charakterystycznym oknem.

Muszę ją zdobyć. Najpierw penetruję dół skały...

I już na górze...

Rozkoszuję się widokami.

Zostaję tu dłuższą chwilę. Panorama.

Na Morsko.

Jest tam nawet, zadaszony parking dla rowerków. I ciekawy zjazd między korzeniami.

Widać już kolejny cel, Górę Zborów.

W tzw międzyczasie mijam.

I Gopr.

Teraz na szczyt, robiącej wrażenie, Góry Zborów. Jest tam Rezerwat, można poruszać się jedynie pieszo. Pobierana jest także chyba symboliczna opłata.
Nie ma lekko, spdki nie ułatwiają wspinaczki, a sakwa mocno utrudnia trzymanie roweru.

Po drodze mijam, jakby mały schron bojowy i w końcu docieram na wzniesienie.

Widoczek

Widoczek 2 [tą drogą wracam]

Schodzę.

I ostatnie spojrzenie.

Wracam, częściowo zgodnie z czarnym szlakiem Zamków. Najpierw przez 3,5km wzdłuż torów PKP, szerokim i pustym asfaltem. Potem trochę gorszym, na Myszków.
Teraz nieopodal rzeki Warty, drogą gruntową, czerwonym rowerowym.
Jadę na Pińczyce i jak się okazuje, pod spore wzniesienie przez Dziewki.
A wszystko po to, by w Brudzowicach, bezpiecznie przekroczyć krajową Jedynkę.
Teraz przez las, byłem już tutaj, czuję się jak w domu.
Na koniec chce zobaczyć, jak wygląda punkt, z którego można robić fotki lądującym samolotom w Pyrzowicach. Mam pecha, po minucie jak odjeżdżam ląduje samolot, którego widzę jedynie przez drzewa.

Ostatnie km przez znane mi dobrze lasy, ... i lasy.

Dodam, że temp powrotu [ już po zmierzchu] to 4 stopnie. Większość wycieczki przejechałem, jak z zaciągniętym ręcznym w samochodzie. Padł mi suport. Jego opór jest tak duży, że jak pchnę korbą bez łańcucha, to wykona ona zaledwie niecały obrót i się zatrzyma.
Ł3:359 km. [3124,5]
Temperatura:2.0 HR max:185 ( 94%) HR avg:147 ( 75%) Kalorie: 6420 (kcal)
Wyruszam po 6:30 rano. Jadę w kominiarce. Mam nadzieję że okulary nie będą parować, oczywiście parują, więc szybko z nich rezygnuję.

Po ponad 30 min jazdy, słyszę w radiu, iż na Lotnisku Pyrzowice odwołano kilka startów, z powodu słabej widoczności, wynoszącej do 250 metrów. [Od Lotniska dzieli mnie w linii prostej kilkanaście kilometrów]
By ominąć budowaną AJedynkę, jadę fajnym skrótem do Wojkowic. Tam na jednym z wzniesień, postanawiam odsapnąć, bo tętno coś za duże.
Znaną sobie drogą docieram do Dąbrowy Górniczej. 27em km już za mną, mgła ciągle nie odpuszcza.

W samą porę, bo od drogi 796 widoczność się poprawia. Trochę przez las i bocznymi dróżkami, docieram przez Łazy do Zawiercia.
Kieruję się teraz zgodnie z niebieskim rowerowym Zawiercie-Skarżyce. Są oznaczenia, ale bez GPSa nie wiedziałbym jak jechać. Przez chwilę jazda odbywa się przez, jeszcze zaszronione, pola. Obawiałem się, że może być z tym kłopot, ale z mokrymi oponami przejechało się super. I dzięki temu mijam stary wiatrak, przy ul. Krajobrazowej.
Dalej odbijam na Włodowice, są tutaj ruiny Pałacu.

Na kolejnym wzniesieniu, oprócz widoków mijam konie.

A na ul. Turystycznej "Czubatą" skałkę.

Dalej widać już Okiennik Wielki, owianą legendami skałę, z charakterystycznym oknem.

Muszę ją zdobyć. Najpierw penetruję dół skały...

I już na górze...

Rozkoszuję się widokami.

Zostaję tu dłuższą chwilę. Panorama.

Na Morsko.

Jest tam nawet, zadaszony parking dla rowerków. I ciekawy zjazd między korzeniami.

Widać już kolejny cel, Górę Zborów.

W tzw międzyczasie mijam.

I Gopr.

Teraz na szczyt, robiącej wrażenie, Góry Zborów. Jest tam Rezerwat, można poruszać się jedynie pieszo. Pobierana jest także chyba symboliczna opłata.
Nie ma lekko, spdki nie ułatwiają wspinaczki, a sakwa mocno utrudnia trzymanie roweru.

Po drodze mijam, jakby mały schron bojowy i w końcu docieram na wzniesienie.

Widoczek

Widoczek 2 [tą drogą wracam]

Schodzę.

I ostatnie spojrzenie.

Wracam, częściowo zgodnie z czarnym szlakiem Zamków. Najpierw przez 3,5km wzdłuż torów PKP, szerokim i pustym asfaltem. Potem trochę gorszym, na Myszków.
Teraz nieopodal rzeki Warty, drogą gruntową, czerwonym rowerowym.
Jadę na Pińczyce i jak się okazuje, pod spore wzniesienie przez Dziewki.
A wszystko po to, by w Brudzowicach, bezpiecznie przekroczyć krajową Jedynkę.
Teraz przez las, byłem już tutaj, czuję się jak w domu.
Na koniec chce zobaczyć, jak wygląda punkt, z którego można robić fotki lądującym samolotom w Pyrzowicach. Mam pecha, po minucie jak odjeżdżam ląduje samolot, którego widzę jedynie przez drzewa.

Ostatnie km przez znane mi dobrze lasy, ... i lasy.

Dodam, że temp powrotu [ już po zmierzchu] to 4 stopnie. Większość wycieczki przejechałem, jak z zaciągniętym ręcznym w samochodzie. Padł mi suport. Jego opór jest tak duży, że jak pchnę korbą bez łańcucha, to wykona ona zaledwie niecały obrót i się zatrzyma.
Ł3:359 km. [3124,5]
Dane wycieczki:
162.60 km (44.50 km teren), czas: 09:37 h, avg:16.91 km/h,
prędkość maks: 43.90 km/hTemperatura:2.0 HR max:185 ( 94%) HR avg:147 ( 75%) Kalorie: 6420 (kcal)
Z Bytomia przez Gliwice, Rachowice na Górę Św Anny. Powrót przez Olszową, DK 40 i DK94
Sobota, 2 października 2010 | dodano: 03.10.2010Kategoria Ślad GPS, 150-200 km
Sobota w sam raz na dalszą wycieczkę. A zatem w drogę.
Temperatura start: 10 stopni, powrót 5.8 stopni.
Jadę na Górę Św. Anny. To już moja druga wycieczka na górę w tym roku. O poprzedniej trasie przeczytasz Tutaj.
Tym razem, znaczną część drogi chcę przejechać inaczej. Jadę na ul. Szyb Zachodni, gdyż od tej strony, do Zabrza, jeszcze nie wjeżdżałem. Za Miechowicami, w locie mijam się z Jackiem, zdążyliśmy się tylko pozdrowić.
Jestem zdziwiony, jak szybko jestem pod M1 Zabrze. Dalej, obok Kąpieliska Leśnego, przyglądam się tablicy ścieżek do biegania.
Poniżej Szyb Maciej.

Jadę ulicą Na Łuku. Jest tam budowana autostrada, ciekawe czy przejadę?
Jestem na placu budowy. Z nad poniższego (zamkniętego) wiaduktu, przyglądam się pracom budowlanym.

Z objazdem nie ma problemu. Widok na A1 z ul. Chorzowskiej.

Teraz ulicą Omankowskiej nad Radiostację w Gliwicach. Nareszcie tu dotarłem. 110,7 metrowa wieża, widoczna jest z daleka.

Zastanawiam się czy jechać przez Las Łabędzki, ale wybieram ul. Pionierów. Jest tam ścieżka rowerowa, na dłuższą metę trochę przeszkadza zakaz jazdy po jezdni.
Mijam Kanał Gliwicki.

Ul. Wyczółkowskiego z zakazem ruchu rowerów, to także dylemat chodnikiem czy jezdnią i średnia przyjemność.
Docieram pod A4kę. Zwiedzam MOP Kozłów.

Przed m. Łany Wielkie odbijam w las, jest tu jakiś zielony szlak rowerowy.

Sporo kałuż i na jego końcu, mam kapcia. Walczę z brudną oponą, i dowiaduję się, że zaworki presta są wymienialne. Otóż w nowej dętce jeden takowy mi wystrzelił.
Miejscowość Rachowice, pierwszy ciekawy kościółek.

Przy nim dowiaduję się, że ów zielony szlak, to rowerowa trasa nr 15.

Nareszcie puste, niezłe asfalty.
Rudno. Moją uwagę zwraca kolejny kościół. Jak się okazuje, w około niego jest mały cmentarzyk i rzucające się w oczy tablice, poległych , zamordowanych i zmarłych internowanych.

W Rudzińcu [poniżej] kościół, tym razem z 1657 roku.

Na skrzyżowaniu między m. Rudziniec, a Wydzierowem mijam początek czarnej trasy rowerowej nr 173. Odtąd jadę zgodnie z żółtą trasą rowerową nr 16.
W m. Niezdrowice swój początek ma czerwona trasa rowerowa nr 174.
Jest tu także fajna mapka tras rowerowych.

Mapka w większej rozdzielczości.
Za Starym Ujazdem jadę drogą polną, jest super, choć mijam po drodze, coś jakby stary pegieer. Miałem dojechać polami do Zalesia Śl., jednak gruntowa prosto jest znacznie fajniejsza.

Dojeżdżam do drogi 426. Widać już wzniesienie.

Przed samym podjazdem na górę, zwiedzam źródełko "7 źródeł"

A po podjeździe, Pomnik Czynu Powstańczego.

Prawie zachód, ubieram się cieplej i ostatnie spojrzenie na Sanktuarium.

Miejscowość Dolna, następny wart uwagi kościół.
W miejscowości Olszowa swój początek ma czerwona trasa rowerowa nr 172. Droga przekracza kilkakrotnie A4kę.

By nie jechać przez Zimną Wódkę, jadę w kierunku Jaryszowa, jednak przed nim skręcam w bok, na asfalt zgodnie z trasą nr 16. Strzał w dziesiątkę. Lekkie pagórki i zjazdy, wspaniałe doznania. No i dzięki bocialarce 2.5 można w miarę pewnie jechać w tej zupełnej ciemności, na 63km pozostałych do domu.
Początkowo planowałem odbić na Chechło, by wracać przez Toszek i Ptakowice, ale ostatecznie skoro i tak jest ciemno, to trzymam się głównej DK40 do Pyskowic i DK94 do Wieszowej. Oszczędzam w ten sposób jakieś 13,5 km.
Zabrudzony napęd skutecznie mnie spowalnia. Trochę też wiało. Bardzo zmęczony, o 23ej jestem w domu.
Ł3:196,5 km. [2962]
Temperatura:8.0 HR max:183 ( 93%) HR avg:148 ( 75%) Kalorie: 6595 (kcal)
Temperatura start: 10 stopni, powrót 5.8 stopni.
Jadę na Górę Św. Anny. To już moja druga wycieczka na górę w tym roku. O poprzedniej trasie przeczytasz Tutaj.
Tym razem, znaczną część drogi chcę przejechać inaczej. Jadę na ul. Szyb Zachodni, gdyż od tej strony, do Zabrza, jeszcze nie wjeżdżałem. Za Miechowicami, w locie mijam się z Jackiem, zdążyliśmy się tylko pozdrowić.
Jestem zdziwiony, jak szybko jestem pod M1 Zabrze. Dalej, obok Kąpieliska Leśnego, przyglądam się tablicy ścieżek do biegania.
Poniżej Szyb Maciej.

Jadę ulicą Na Łuku. Jest tam budowana autostrada, ciekawe czy przejadę?
Jestem na placu budowy. Z nad poniższego (zamkniętego) wiaduktu, przyglądam się pracom budowlanym.

Z objazdem nie ma problemu. Widok na A1 z ul. Chorzowskiej.

Teraz ulicą Omankowskiej nad Radiostację w Gliwicach. Nareszcie tu dotarłem. 110,7 metrowa wieża, widoczna jest z daleka.

Zastanawiam się czy jechać przez Las Łabędzki, ale wybieram ul. Pionierów. Jest tam ścieżka rowerowa, na dłuższą metę trochę przeszkadza zakaz jazdy po jezdni.
Mijam Kanał Gliwicki.

Ul. Wyczółkowskiego z zakazem ruchu rowerów, to także dylemat chodnikiem czy jezdnią i średnia przyjemność.
Docieram pod A4kę. Zwiedzam MOP Kozłów.

Przed m. Łany Wielkie odbijam w las, jest tu jakiś zielony szlak rowerowy.

Sporo kałuż i na jego końcu, mam kapcia. Walczę z brudną oponą, i dowiaduję się, że zaworki presta są wymienialne. Otóż w nowej dętce jeden takowy mi wystrzelił.
Miejscowość Rachowice, pierwszy ciekawy kościółek.

Przy nim dowiaduję się, że ów zielony szlak, to rowerowa trasa nr 15.

Nareszcie puste, niezłe asfalty.
Rudno. Moją uwagę zwraca kolejny kościół. Jak się okazuje, w około niego jest mały cmentarzyk i rzucające się w oczy tablice, poległych , zamordowanych i zmarłych internowanych.

W Rudzińcu [poniżej] kościół, tym razem z 1657 roku.

Na skrzyżowaniu między m. Rudziniec, a Wydzierowem mijam początek czarnej trasy rowerowej nr 173. Odtąd jadę zgodnie z żółtą trasą rowerową nr 16.
W m. Niezdrowice swój początek ma czerwona trasa rowerowa nr 174.
Jest tu także fajna mapka tras rowerowych.

Mapka w większej rozdzielczości.
Za Starym Ujazdem jadę drogą polną, jest super, choć mijam po drodze, coś jakby stary pegieer. Miałem dojechać polami do Zalesia Śl., jednak gruntowa prosto jest znacznie fajniejsza.

Dojeżdżam do drogi 426. Widać już wzniesienie.

Przed samym podjazdem na górę, zwiedzam źródełko "7 źródeł"

A po podjeździe, Pomnik Czynu Powstańczego.

Prawie zachód, ubieram się cieplej i ostatnie spojrzenie na Sanktuarium.

Miejscowość Dolna, następny wart uwagi kościół.

W miejscowości Olszowa swój początek ma czerwona trasa rowerowa nr 172. Droga przekracza kilkakrotnie A4kę.

By nie jechać przez Zimną Wódkę, jadę w kierunku Jaryszowa, jednak przed nim skręcam w bok, na asfalt zgodnie z trasą nr 16. Strzał w dziesiątkę. Lekkie pagórki i zjazdy, wspaniałe doznania. No i dzięki bocialarce 2.5 można w miarę pewnie jechać w tej zupełnej ciemności, na 63km pozostałych do domu.

Początkowo planowałem odbić na Chechło, by wracać przez Toszek i Ptakowice, ale ostatecznie skoro i tak jest ciemno, to trzymam się głównej DK40 do Pyskowic i DK94 do Wieszowej. Oszczędzam w ten sposób jakieś 13,5 km.
Zabrudzony napęd skutecznie mnie spowalnia. Trochę też wiało. Bardzo zmęczony, o 23ej jestem w domu.
Ł3:196,5 km. [2962]
Dane wycieczki:
167.00 km (11.50 km teren), czas: 08:30 h, avg:19.65 km/h,
prędkość maks: 52.50 km/hTemperatura:8.0 HR max:183 ( 93%) HR avg:148 ( 75%) Kalorie: 6595 (kcal)
Zespoły przyrodniczo-krajobrazowe: Doły Piekarskie i Suchogórski Labirynt Skalny
Sobota, 25 września 2010 | dodano: 27.09.2010
Początek jesieni to niespodziewane, dwa-trzy piękne dni. Dla mnie to początek przeziębienia i wymęczającego kataru.
W sobotę już nie wytrzymuję. Nie w pełni sił, jadę wykorzystać ostatni ładny dzień.
Chcę zobaczyć Suchogórski Labirynt Skalny. Labirynt leży na granicy Bytomia i Tarnowskich Gór. Tworzą go ścieżki i wąwozy, które powstały w wyniku eksploatacji górniczej.
Dla zainteresowanych mapka labiryntu.
Mimo wiadomego położenia nie tak łatwo tam dotrzeć. Po krótkim poszukiwaniu docieram od ul. Wodczaka.

Czekają na mnie głębokie dolinki, strome, liczne wąwozy i pagórki.

Ponieważ całość tworzą, dwa zespoły przyrodniczo-krajobrazowe tj. tarnogórskie "Doły Piekarskie" i bytomski "SLS", oba miasta pod projektem „Bytomsko-Tarnogórski Labirynt Skalny”, podjęły decyzję o wspólnym promowaniu tych miejsc.

Ma to pomóc w pozyskaniu środków na ochronę tych miejsc (teren nie będzie przekształcany przez człowieka) i zaprezentowaniu ich turystom (miało powstać opracowanie o tym terenie).

Nie wiem czy układa się ta współpraca, jednak obecnie miejsca te, sprawiają wrażenie nieco zaniedbanych.

Jedynie na co niektórych fragmentach bez problemu przejedziemy rowerem. Ogólnie rowerowo, to raczej jazda po krzaczorach. Natomiast miejsca te, są Wyśmienite na np. spacer.

Nie trafiłem też chyba z porą roku. Leżące liście zlewają się z otoczeniem.

Zróżnicowanie terenu dostarcza wielu wrażej. Szkoda tylko, że trzeba patrzeć i pod koła i uważać na głowę.

Jest tu także oczko wodne, kopce i wzniesienia oraz fragment niemieckiej linii obrony B-2.

Niektóre miejsca są zbyt trudne, strome lub zarośnięte do pokonania rowerem.

Łatwo tu dotrzeć także od ul. Obrońców Westerplatte. Wracam, jednak trochę zmęczony i z bólem gardła. Mimo wszystko było warto.
Ł3:29,6 km. [2795]
Temperatura:19.8 HR max:182 ( 93%) HR avg:148 ( 75%) Kalorie: 1381 (kcal)
W sobotę już nie wytrzymuję. Nie w pełni sił, jadę wykorzystać ostatni ładny dzień.
Chcę zobaczyć Suchogórski Labirynt Skalny. Labirynt leży na granicy Bytomia i Tarnowskich Gór. Tworzą go ścieżki i wąwozy, które powstały w wyniku eksploatacji górniczej.
Dla zainteresowanych mapka labiryntu.
Mimo wiadomego położenia nie tak łatwo tam dotrzeć. Po krótkim poszukiwaniu docieram od ul. Wodczaka.

Czekają na mnie głębokie dolinki, strome, liczne wąwozy i pagórki.

Ponieważ całość tworzą, dwa zespoły przyrodniczo-krajobrazowe tj. tarnogórskie "Doły Piekarskie" i bytomski "SLS", oba miasta pod projektem „Bytomsko-Tarnogórski Labirynt Skalny”, podjęły decyzję o wspólnym promowaniu tych miejsc.

Ma to pomóc w pozyskaniu środków na ochronę tych miejsc (teren nie będzie przekształcany przez człowieka) i zaprezentowaniu ich turystom (miało powstać opracowanie o tym terenie).

Nie wiem czy układa się ta współpraca, jednak obecnie miejsca te, sprawiają wrażenie nieco zaniedbanych.

Jedynie na co niektórych fragmentach bez problemu przejedziemy rowerem. Ogólnie rowerowo, to raczej jazda po krzaczorach. Natomiast miejsca te, są Wyśmienite na np. spacer.

Nie trafiłem też chyba z porą roku. Leżące liście zlewają się z otoczeniem.

Zróżnicowanie terenu dostarcza wielu wrażej. Szkoda tylko, że trzeba patrzeć i pod koła i uważać na głowę.

Jest tu także oczko wodne, kopce i wzniesienia oraz fragment niemieckiej linii obrony B-2.

Niektóre miejsca są zbyt trudne, strome lub zarośnięte do pokonania rowerem.

Łatwo tu dotrzeć także od ul. Obrońców Westerplatte. Wracam, jednak trochę zmęczony i z bólem gardła. Mimo wszystko było warto.
Ł3:29,6 km. [2795]
Dane wycieczki:
29.60 km (7.40 km teren), czas: 01:38 h, avg:18.12 km/h,
prędkość maks: 48.30 km/hTemperatura:19.8 HR max:182 ( 93%) HR avg:148 ( 75%) Kalorie: 1381 (kcal)
Kamieniołom i tajemniczy tunel.
Wtorek, 21 września 2010 | dodano: 21.09.2010
Po ostatnim odkryciu, wybrałem się ponownie, do kamieniołomu. Tym razem szukałem, chyba już ostatniej, nieodkrytej przez siebie tajemnicy, tego miejsca. Mianowicie, podziemnego tunelu. Tak najprawdopodobniej on wygląda. Link Foto
Gdy przybyłem na miejsce, miałem jedyne, dwadzieścia kilka minut do zachodu. Odkryłem kilka nowych zakątków, jednak zrobiło się ciemno i odpuściłem. Jeszcze kiedyś go znajdę.
Powrót przez Tarnowskie Góry, Świerklaniec i Piekary.

Ł1:201,7 km. [2399,7]
Temperatura:13.0 HR max:174 ( 89%) HR avg:145 ( 74%) Kalorie: 1730 (kcal)
Gdy przybyłem na miejsce, miałem jedyne, dwadzieścia kilka minut do zachodu. Odkryłem kilka nowych zakątków, jednak zrobiło się ciemno i odpuściłem. Jeszcze kiedyś go znajdę.
Powrót przez Tarnowskie Góry, Świerklaniec i Piekary.

Z cyklu, Bytom nocą.© fredziomf
Ł1:201,7 km. [2399,7]
Dane wycieczki:
39.90 km (3.90 km teren), czas: 01:54 h, avg:21.00 km/h,
prędkość maks: 45.40 km/hTemperatura:13.0 HR max:174 ( 89%) HR avg:145 ( 74%) Kalorie: 1730 (kcal)
Z sakwami w teren, podziemia tarnogórskie odnalezione.
Niedziela, 19 września 2010 | dodano: 19.09.2010
Z obciążonymi sakwami jadę przed siebie.
Jadę do Rezerwatu Segiet. Jestem tu kolejny raz, ale piękne miejsca po prostu się nie nudzą.
Chciało by się do Rept i dalej na Brynek, ale jest późno. Wybieram dolomity.

I dobrze, sakwy mają próbę terenu.

Przypominam sobie, że swego czasu chciałem zlokalizować, wejście do podziemi tarnogórskich. A dziś, wiem gdzie szukać.
I znalazłem.

Oczywiście, podziemia są zamknięte, nie do zwiedzania. [Można zwiedzać okoliczne sztolnie w Reptach].
Już po zachodzie. Teraz na Tarnowskie Góry. Na granicy miast. Taka Auto reklama.

Teraz zdradzam sekret, dlaczego m.in., tak po drodze mi, do Tarnowskich Gór.
Kupuję: nie małe, pyszne i niezdrowe frytki za jedyne 2,50 zł.
Przy Dworcu pierwszy raz widzę, chyba od PKP z okazji Solidarności, krzyż.

Wracam przez Świerklaniec i Piekary.
Ł1:161,8 km. [2359,8]
Temperatura:13.5 HR max:175 ( 89%) HR avg:145 ( 74%) Kalorie: 1799 (kcal)
Jadę do Rezerwatu Segiet. Jestem tu kolejny raz, ale piękne miejsca po prostu się nie nudzą.
Chciało by się do Rept i dalej na Brynek, ale jest późno. Wybieram dolomity.

I dobrze, sakwy mają próbę terenu.

Przypominam sobie, że swego czasu chciałem zlokalizować, wejście do podziemi tarnogórskich. A dziś, wiem gdzie szukać.
I znalazłem.

Oczywiście, podziemia są zamknięte, nie do zwiedzania. [Można zwiedzać okoliczne sztolnie w Reptach].
Już po zachodzie. Teraz na Tarnowskie Góry. Na granicy miast. Taka Auto reklama.

Teraz zdradzam sekret, dlaczego m.in., tak po drodze mi, do Tarnowskich Gór.
Kupuję: nie małe, pyszne i niezdrowe frytki za jedyne 2,50 zł.
Przy Dworcu pierwszy raz widzę, chyba od PKP z okazji Solidarności, krzyż.

Wracam przez Świerklaniec i Piekary.
Ł1:161,8 km. [2359,8]
Dane wycieczki:
44.40 km (7.20 km teren), czas: 02:10 h, avg:20.49 km/h,
prędkość maks: 46.40 km/hTemperatura:13.5 HR max:175 ( 89%) HR avg:145 ( 74%) Kalorie: 1799 (kcal)
A mogło być tak pięknie. Nieoczekiwany powrót.
Niedziela, 19 września 2010 | dodano: 19.09.2010
Kiedy dziś wstałem, zapragnąłem dalszej wycieczki. Biłem się z pomysłami, gdzie by tu pojechać, na dystansie 150-190 km.
Przygotowałem kilka wariantów trasy, zjadłem obiad i w drogę.
Jadę, pierwszy raz, z mocno obładowanymi dwoma sakwami, pełen zaciekawienia jak to będzie.
Tymczasem na 8ym km mam awarię, coś z bagażnikiem. Obserwuję przygięte pręty z błotnika. Nie wiem jak to się mogło stać, bagażnik puścił, śruby musiały nie trzymać.
Okazuje się, że nie jest źle, i błotnik i bagażnik nadają się do dalszej eksploatacji.
Da się jechać dalej, ale dla świętego spokoju, wracam do domu, by porządnie zająć się rowerem. [Już jest OK]
Jeszcze na Miechowicach, zaglądam na zakończone zawody dla biegaczy.

Obserwuję chwilę losowanie nagród. Nagrody głównie komputerowe.
Ł1:117,4 km. [2315,4]
Temperatura:14.0 HR max:178 ( 91%) HR avg:155 ( 79%) Kalorie: 741 (kcal)
Przygotowałem kilka wariantów trasy, zjadłem obiad i w drogę.
Jadę, pierwszy raz, z mocno obładowanymi dwoma sakwami, pełen zaciekawienia jak to będzie.
Tymczasem na 8ym km mam awarię, coś z bagażnikiem. Obserwuję przygięte pręty z błotnika. Nie wiem jak to się mogło stać, bagażnik puścił, śruby musiały nie trzymać.
Okazuje się, że nie jest źle, i błotnik i bagażnik nadają się do dalszej eksploatacji.
Da się jechać dalej, ale dla świętego spokoju, wracam do domu, by porządnie zająć się rowerem. [Już jest OK]
Jeszcze na Miechowicach, zaglądam na zakończone zawody dla biegaczy.

II Półmaraton w Bytomiu© fredziomf
Obserwuję chwilę losowanie nagród. Nagrody głównie komputerowe.
Ł1:117,4 km. [2315,4]
Dane wycieczki:
15.90 km (0.10 km teren), czas: 00:41 h, avg:23.27 km/h,
prędkość maks: 43.70 km/hTemperatura:14.0 HR max:178 ( 91%) HR avg:155 ( 79%) Kalorie: 741 (kcal)
Rekord terenu. Miasteczko Śl. [Huta Cynku], Kalety, Świerklaniec + Pełne błotniki.
Piątek, 17 września 2010 | dodano: 17.09.2010Kategoria Ślad GPS
Początek jesieni zbliża się wielkimi krokami. Założyłem pełne błotniki, ale natrudziłem się z tym dłuższą chwilę [zjechany gwint w ramie]. Dziś test, czy błotniki się trzymają.
Wybieram się do lasu. (póki pogoda daje taką możliwość). Mam na celu, gdzie się da, wskakiwać na drogi gruntowe.
W miarę możliwości wybieram dukty, których nie mam oznaczonych na GPSie, dzięki temu wiem, że to mój pierwszy raz, w danym miejscu.

Nieoczekiwanie początkowo, trzymam się, głównie wąskich ścieżek.

Autostrad rowerowych nie brakuje.

Odbijam w kolejny wąski pagórkowaty walkway.

A poniżej, aktualny wygląd rowerka.

Kawałek jest nawet po bezdrożach.

Jadę na Miasteczko. Widać już kominy Huty Cynku. Zawsze pomykałem jakieś kilkaset metrów od niej, czas w końcu, przyjrzeć się jej z bliska.
Pokonuję wodną przeszkodę i już na miejscu. Trzeba zawrócić, bo nie ma dalszej drogi.

Szukam pewnej ścieżki, którą upatrzyłem sobie na google maps i wklepałem do GPSa.
Tymczasem okolica huty, wygląda średnio ciekawie.

I ostatnie spojrzenie na hutę.

Ciekawi mnie bardzo, czy pomiędzy ul. Dworcową w Miasteczku Śl., a ul. Rogowskiego w Kaletach, da się przekroczyć lasem biegnące tamtędy tory kolejowe. Docieram do miejsca, gdzie wg google maps powinno się to udać. Ale w rzeczywistości, nie ma tam przejazdu, a po torach też nie chcę.

Jadę w kierunku Kalet. Ciągle lasem.

Nie ma lekko, droga wznosi się. Jest tutaj w lesie, chyba tzw. Jurna Góra.

Było wcześniej trochę pochmurno. Teraz cudowne słońce.

Mała rundka po lesie. Wracam z powrotem.

Inną ścieżką leśną, praktycznie docieram, znowu pod hutę.

Przekraczam drogę 908 i szerokim duktem dalej przecinam las.

Znam tą okolicę, ale tego duktu jeszcze nie.

Co najmniej kilka razy widziałem samoloty, i kilkunastu grzybiarzy.

Czas wracać, dobrze znaną szeroką ścieżką.

61km, które dziś wykręciłem po lesie, to mój rekord dzienny jazdy w terenie.
Błotnik także dzielnie zniósł, błotne i piaszczyste fragmenty, a także co większe kamyczki.
Ł1:101,5 km. [2299,5]
Temperatura:16.0 HR max:176 ( 90%) HR avg:135 ( 69%) Kalorie: 3755 (kcal)
Wybieram się do lasu. (póki pogoda daje taką możliwość). Mam na celu, gdzie się da, wskakiwać na drogi gruntowe.
W miarę możliwości wybieram dukty, których nie mam oznaczonych na GPSie, dzięki temu wiem, że to mój pierwszy raz, w danym miejscu.

Nieoczekiwanie początkowo, trzymam się, głównie wąskich ścieżek.

Autostrad rowerowych nie brakuje.

Odbijam w kolejny wąski pagórkowaty walkway.

A poniżej, aktualny wygląd rowerka.

Kawałek jest nawet po bezdrożach.

Jadę na Miasteczko. Widać już kominy Huty Cynku. Zawsze pomykałem jakieś kilkaset metrów od niej, czas w końcu, przyjrzeć się jej z bliska.
Pokonuję wodną przeszkodę i już na miejscu. Trzeba zawrócić, bo nie ma dalszej drogi.

Szukam pewnej ścieżki, którą upatrzyłem sobie na google maps i wklepałem do GPSa.
Tymczasem okolica huty, wygląda średnio ciekawie.

I ostatnie spojrzenie na hutę.

Ciekawi mnie bardzo, czy pomiędzy ul. Dworcową w Miasteczku Śl., a ul. Rogowskiego w Kaletach, da się przekroczyć lasem biegnące tamtędy tory kolejowe. Docieram do miejsca, gdzie wg google maps powinno się to udać. Ale w rzeczywistości, nie ma tam przejazdu, a po torach też nie chcę.

Jadę w kierunku Kalet. Ciągle lasem.

Nie ma lekko, droga wznosi się. Jest tutaj w lesie, chyba tzw. Jurna Góra.

Było wcześniej trochę pochmurno. Teraz cudowne słońce.

Mała rundka po lesie. Wracam z powrotem.

Inną ścieżką leśną, praktycznie docieram, znowu pod hutę.

Przekraczam drogę 908 i szerokim duktem dalej przecinam las.

Znam tą okolicę, ale tego duktu jeszcze nie.

Co najmniej kilka razy widziałem samoloty, i kilkunastu grzybiarzy.

Czas wracać, dobrze znaną szeroką ścieżką.

61km, które dziś wykręciłem po lesie, to mój rekord dzienny jazdy w terenie.
Błotnik także dzielnie zniósł, błotne i piaszczyste fragmenty, a także co większe kamyczki.
Ł1:101,5 km. [2299,5]
Dane wycieczki:
84.20 km (61.10 km teren), czas: 04:49 h, avg:17.48 km/h,
prędkość maks: 44.80 km/hTemperatura:16.0 HR max:176 ( 90%) HR avg:135 ( 69%) Kalorie: 3755 (kcal)
Krótko i niebezpiecznie
Czwartek, 16 września 2010 | dodano: 17.09.2010
Wybrałem się w kierunku Piekar, by popatrzeć na prace przy budowanej autostradzie, na wysokości DK911 i ul.Oświęcimskiej.
Pewien kierowca pomylił drogę jednokierunkową z dwukierunkową i jechał ostro, na mnie pod prąd.
Szybki powrót, by zdążyć na mecz w TV.
Ł1:17,3 km. [2215,3]
Temperatura: HR max:174 ( 89%) HR avg:147 ( 75%) Kalorie: (kcal)
Pewien kierowca pomylił drogę jednokierunkową z dwukierunkową i jechał ostro, na mnie pod prąd.
Szybki powrót, by zdążyć na mecz w TV.
Ł1:17,3 km. [2215,3]
Dane wycieczki:
17.30 km (0.80 km teren), czas: 00:45 h, avg:23.07 km/h,
prędkość maks: 52.10 km/hTemperatura: HR max:174 ( 89%) HR avg:147 ( 75%) Kalorie: (kcal)