I I I Click for Katowice, Polska Forecast I I ŚWIETNY FOTOGRAF I
PicasaI PhotoBS I GPSies http://www.opencaching.pl/viewprofile.php?userid=24949
avatar Witaj na blogu rowerowym fredziomf
Powyżej są linki do moich zdjęć i śladów GPS.
    Blog najnowsze
    Blog profil rowerzysty

Michał - Bytom

2012
baton rowerowy bikestats.pl
2011
button stats bikestats.pl
2010
button stats bikestats.pl
2009
button stats bikestats.pl
2008
button stats bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(60)

Moje rowery

Merida Crossway TFS 800-V 25816 km

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy fredziomf.bikestats.pl

Archiwum

ministat liczniki.org

Linki

Cisza przed burzą. Leśno asfaltowa pętla, przez DP61.

Sobota, 15 maja 2010 | dodano: 15.05.2010Kategoria Ślad GPS, WPKiW
Temp start 12, powrót 10 stopni.
Wbrew wcześniejszym prognozom, sobota wyszła w miarę pogodnie. Niby nie zimno, bo kilkanaście stopni, ale nie chciało mi się. Od rana skutecznie zniechęcał zimny wiatr, zresztą nie miałem pomysłu gdzie miałbym jechać. Potem, Formuła 1, którą nie zawsze oglądam; jednak dziś były kwalifikacje w Monte Carlo, gdzie zawsze jest ciekawie.
Ostatecznie przed wieczorem patrzę na numeryczną i postanawiać wykorzystać ostatni moment na jazdę.

Dla niewtajemniczonych, porwisty wiatr i olbrzymie opady, co najmniej przez kilka dni.

Jadę najpierw przez WPKiW, gdzie dziś odbywała się 120 wiosenna wystawa kwiatów i ogrodów. Potem chodnikiem wzdłuż ul. Bocheńskiego i w las za A4ką.
Okoliczny las poznałem zwiedzając zielony szlak pieszy, jednak dopiero dziś, poznaję całą drogę pożarową nr 61. Trochę wymagające ścieżki [często kamieniste i pagórkowate], ale dające wiele frajdy. Następnie z ul. Gościnnej, w drogę wzdłuż torów kolejowych. Fajnie się jechało [dobre tereny do jazdy], jednak przeraża ilość śmieci, wersalek itp jakie ludzie w okolicy powyrzucali.

Następnie mostkiem, przez Kłodnicę i ścieżkę przyrodniczą. Z kolei na ul. Panewnickiej wypatrzyłem, na oko 20 zakonnic.

Kieruję się (obok Kliniki) na kolejny fragment leśny [okolicę poznałem zwiedzając rowerem niemal wszystkie szlaki piesze, rok temu; od tamtej pory mam wrażenie, że znacznie poprawiono oznakowanie szlaków rowerowych]. Jadę czarnym rowerowym, a potem nad Lotnisko Muchowiec. Jechało tam 2ch rowerzystów, jeden na kolarce, drugi rowerem górskim, bardzo miło, nieformalnie, się z nimi pościgałem, aż pod stawy. Potem nad najmniejszym stawem "Trzech Stawów", gdzie było błotko, a ze stawu uszła woda :)
Powrót przez Centrum Katowic i obok Silesia City Center.
Da się odczuć wzmagający się wiatr. Robię jeszcze 2 pętle w WPKiW i powrót do domu, przed 21wszą.
Ł1:115,6 km. [1546]
Dane wycieczki: 65.50 km (16.00 km teren), czas: 03:05 h, avg:21.24 km/h, prędkość maks: 45.30 km/h
Temperatura:11.0 HR max:175 ( 89%) HR avg:146 ( 74%) Kalorie: 2959 (kcal)
Linkuj | KomentujKomentarze(3)

Nocna przygoda 2

Piątek, 14 maja 2010 | dodano: 14.05.2010Kategoria Ślad GPS
Temp start 11, powrót 10 stopni.
By odczarować choć trochę pogodę, postanawiam około godziny 00:00 w Piątek, kolejny raz wyruszyć na nocną jazdę. Mam zamiar zrobić 50km i zakładam, że do 2:30 (razem z postojami) będę w domu [w końcu o 6ej trzeba wstać, by rozpocząć nowy dzień].
Patrzę szybko na numeryczną, powinienem zdążyć przed opadami.

Jadę na Miechowice. Dalsza droga przecina ciemne lasy, co jest dla mnie ciągle nowym doznaniem.

Słyszę po bokach łamiące się gałęzie. Ludzka psychika jest niesamowita w takich momentach. Szmery, zwidy, omamy; czy coś chce mnie zaatakować, czy raczej przede mną ucieka? :)
Stosunkowo szybko jestem na Helence. Później Stolarzowice i dodatkowe atrakcje, brud i wykopy na drodze, w związku z budową autostrady. I kolejny fragment przez las na Stroszek. Robię w połowie fotkę.

Teraz na [także ciemną] ul. Knosały, kierunek Radzionków.
O godz. 1:15 czekam, aż przejedzie pociąg.


I na Kozłową Górę. Na 31km zaczyna lekko kropić, ale nie pada.
Na ul. Strzelców Bytomskich typowy rozpraszacz uwagi, działa nawet nocą.


Motyw przemijania: sporo kapliczek, krzyży, zniczy, rozświetlony cmentarz na trasie.
Zwierzaki: na Radzionkowie ledwo ominąłem jeża, na Kozłowej Górze, uciekało coś z długim ogonem, może mały lis? W Piekarach, coś nie małego, nawet wskoczyło do stawu.

Prawie pod domem, na zakończenie nocnej jazdy © fredziomf

"Aktualny czas" to godzina, "czas" to czas jazdy.
Ł1:50,1 km. [1480,5]
Dane wycieczki: 50.10 km (0.50 km teren), czas: 02:14 h, avg:22.43 km/h, prędkość maks: 41.30 km/h
Temperatura:10.5 HR max:168 ( 86%) HR avg:139 ( 71%) Kalorie: 2133 (kcal)
Linkuj | KomentujKomentarze(5)

Lasy, lasy do Kokotka i stawu Posmyk + Wymuszona hulajnoga.

Niedziela, 9 maja 2010 | dodano: 10.05.2010Kategoria Ślad GPS, 100-150 km
Cadence avg:74
Temp start 17, powrót 11 stopni.
Późnym popołudniem postanawiam wyjść na rower do lasu. Czekałem, aż ścieżki troszkę przeschną po porannych opadach.
Najpierw spokojnie DK11 na Tarnowskie Góry, dalej zgodnie, ze znanym sobie, czarnym szlakiem pieszym.

Następnie krążenie po singletrack'ach, a potem szerszych duktach, nieopodal stawów w Pniowcu.

Po ponad 30tu km (13tu po lesie), postanawiam, że jadę nad staw Posmyk. Jeden warunek, dojadę tam lasem.
Jadę chwilę ul. Jagodową, i odbijam w kolejną leśną ścieżkę. UMPpcPL, czyli fajna bezpłatna mapa GPS, ma w okolicy naniesione wszystkie ważne drogi oraz lasy, brakuje jednak ścieżek leśnych.

Tym większa przygoda, widzę dokładnie obrys lasów i odległość od dróg, ale drogi leśne muszę wybierać w ciemno, obserwując jedynie zostawiony swój ślad na mapie.

Na 38ym kilometrze docieram pod jakieś zakłady w okolicy Boruszowic.

Jadę chwile asfaltem, by za Kolonią Osiek, wjechać znowu w las.
Za 41szym kilometrem odkrywam, usytuowaną na małym wzniesieniu, najprawdopodobniej, kolejną dostrzegalnię pożarową.

Na drodze leśnej występują kałuże, ale ogólnie warunki są dobre. Co więcej jest lekko pagórkowato, co jest przyjemne.

Przed 44ym kilometrem, na miejscu postojowym, przyglądam się mapie. Jestem praktycznie w środku olbrzymiego lasu, a moim celem jest staw u góry mapy.

Szybko przecinam drogę 907 i szukam ładnej ścieżki, by wjechać dalej w las.
W pewnym momencie ucieka przede mną jakieś 6-7 saren.
Zmartwieniem jest natomiast rzeka Mała Panew. Muszę przez nią przejechać, a nie wiem gdzie znajdę most.
Trzymam się czarnego szlaku pieszego. Tylko na GPSie widzę rzekę, jakieś 200 metrów ode mnie, ja niestety jadę wzdłuż niej i to w bok od celu. Nie wygląda na to, by dało się ją przejechać.
Ścieżka staje się bardziej piaszczysta, a tego mój rower nie lubi.
Szukam możliwości odbicia w bok, ale odstrasza tabliczka "Ostoja zwierzyny". W końcu odbijam w bok, ale po 100 metrach droga powraca tam, skąd skręcałem.
Na 53im kilometrze docieram do leśniczówki.
Zaraz za nią piękna polana.

Chwilę później jest upragniony most. Mała Panew, jest całkiem szeroka.

To już Kokotek, kręcę się trochę po okolicy.

Na 59tym km, w końcu docieram nad staw Posmyk, który jest większy niż myślałem. Jadę gruntową nierówną drogą, wzdłuż jeziorka.

Próbuje okrążyć jeziorko lub dotrzeć do mniejszego okolicznego stawu, jednak w pewnym momencie rezygnuję, skrót przez pola także nie trafiony. Były one podmokłe, więc zawracam.
Na 65 km odkrywam, ścieżkę rowerową wzdłuż DK11. Ścieżka dobrze zrobiona, odpowiednio oddalona od drogi, czujemy się jak na leśnej drodze.

Jak się okazuje jest to trasa nr 15, ma ok 7,7 km i łączy Dziewiczą Górę z Kokotkiem.

Przejechałem dziś 41km ścieżek leśnych, jest to ogrom jak dla mnie.
W drogę powrotną wybieram mało uczęszczane asfaltowe drogi, kieruję się na Krupski Młyn i Odmuchów, przecinając ciągle las. Dalszą drogę znam m.in. z wycieczki do Toszka.
Na 102km ubieram ciepłą kurtkę i śmiało podążam do domu.

Na 5,5km przed domem, czyli jakieś 15 min drogi, niespodzianka. Chcę wystartować mocniej ze świateł na Karbiu, i zrywa mi się łańcuch, a ja zostaję na środku jezdni. Po oględzinach okazuje się, że nie poszedł łańcuch a spinka.
No trudno, sięgam po zapasową spinką, którą zawszę mam, i co? Dziś jej nie miałem. No dobra, sięgam po pieniądze na bus czy tramwaj, i co? Wydałem na majówce, i z pośpiechu, dziś sobie nie zabrałem. Pech.
Po chwili namysłu [czy dzwonić po transport, czy jechać busem na gapę] postanawiam wrócić na hulajnodze!
Chwila pieszo, a następnie 700 metrów chodnikiem wzdłuż wiaduktu (bo z górki), jadę 16-18km/h na luzie prawie pod Urząd Skarbowy. Potem po 100 metrach piechotą, wchodzę na drogę i z prędkością około 15km/h jadę na luzie do Urzędu Miasta, wpatrując się w sygnalizację, modlę się, by nie złapało mnie czerwone.
Dalej było trudniej, ale ostatnie ponad 5 km dojechałem/doszedłem, ze średnią prędkością aż 8.8km/h.
Ł2:178,1 km. [1099,1]
Dane wycieczki: 121.30 km (41.20 km teren), czas: 06:09 h, avg:19.72 km/h, prędkość maks: 52.60 km/h
Temperatura:15.0 HR max:173 ( 88%) HR avg:139 ( 71%) Kalorie: 5556 (kcal)
Linkuj | KomentujKomentarze(11)

Nocną po okolicy.

Piątek, 7 maja 2010 | dodano: 08.05.2010Kategoria Ślad GPS
Cadence avg:77
Temp start 12, powrót 9 stopni.
Kupiłem nową baterie do czujnika kadencji, i na razie hula. Prognozy na weekend nie najlepsze. Godzina 22:30 wyruszam, w nocną przejażdżkę po okolicy.

Jeździło się nie najgorzej, jedynie w powietrzu wisiały wszystkie dymy, miejscami była mgła i odczuwalny był charakterystyczny smrodek.

Gdybym nie miał dobrych lampek, to bym zawrócił i wracał inną drogą.

Byłem w domu, w sobotę o pierwszej w nocy.
Ł2:56,8 km. [977,8]
Dane wycieczki: 56.80 km (0.50 km teren), czas: 02:23 h, avg:23.83 km/h, prędkość maks: 45.20 km/h
Temperatura:10.0 HR max:172 ( 88%) HR avg:142 ( 72%) Kalorie: 2380 (kcal)
Linkuj | KomentujKomentarze(7)

Majówka w Małopolsce Dzień 2

Poniedziałek, 3 maja 2010 | dodano: 05.05.2010Kategoria Ślad GPS, 100-150 km
Temp start:21 stopni, po 53ech km: 18,5. W domu 14 stopni.
Nie chciałem jechać identyczną drogą, jak 2 dni temu. Na swoim GPSie, innymi kolorami, narysowałem trzy warianty powrotu, z zamiarem wybrania odpowiedniego, w trakcie jazdy.
Jedno było pewne, zainspirował mnie woodu16 i jego wycieczka do Miechowa .
Wyjazd w drogę do domu, miałem zaplanowany przed południem. Przez deszczową pogodę wyjazd opóźniłem i wyruszyłem po godz.13ej.

Do Przesławic jadę drogą dobrej jakości, czyli 775ką. W owej miejscowości, celowo odbijam na drogi dziurawe i mocno połatane. Liczę na ładne widoki, i spore podjazdy. I faktycznie, naoglądałem się pól i łąk jak nigdy.

Po przekątnej kieruję się na Miechów, niebo mocno zachmurzone, ale jeszcze nie pada.
Niestety już na 15tym kilometrze, na pierwszym poważnym podjeździe, w tylnym kole brakuje powietrza. To już trzecia guma tego weekendu. Jednym z powodów może być dość łysa opona, którą muszę koniecznie kupić po powrocie.
Tymczasem na 115km przed domem zostaje mi ostatnia łatka. Jest niepewna pogoda i niepewność, czy to już koniec przygód z dętkami.
Tempo nienajlepsze, bo pod górę i trzeba robić slalomy.
W pewnym momencie mijam miejscowość Zielenice. Było tam z górki, asfalt dobrej jakości. Nie zatrzymałem się przy sanktuarium, które ma swoją legendę.
O rzekomo cudownym Obrazie Maryjnym, przeczytasz w artykule, pod tym linkiem.

W Połajowicach, moją uwagę zwraca na siebie figurka, wyremontowana z okazji Pierwszej Pielgrzymki Papieża Jana Pawła II.

Ciemne chmury, na szczęście gdzieś po bokach. Docieram do Miechowa, gdzie przy Rynku znajduje się Bazylika.

Jadę na Wolbrom, wybieram bardziej ruchliwą drogę 783. Od Miejscowości Maków (44 km) deszcz. Mimo sporego ruchu, auta ładnie mnie omijają. Przestaje padać ale, do Wolbromia, jezdnia jest śliska.
Z drogi 783, zjeżdżam w miejscowości Pazurek (65 km), gdzie zaczyna się prawdziwa ulewa.
Zaraz za nią z pobliskiego lasu, jakiemuś właścicielowi (wbrew jego komendom), zrywają się trzy małe pieski, i gonią mnie dobre 500 metrów :)

Na 68 kilometrze, zmieniam letnią przemokniętą kurtkę, na ciepły WS.

Do miejscowości Klucze przestaje padać, ale drogi dalej są mokre.
Poniżej widok na Winnice [419m] lub Dupnice [421m]

Liczyłem, iż choć z daleka zobaczę fragment pobliskiej Pustyni Błędowskiej, ale się nie udało. Za to poprawił się asfalt, który był z kolei mocno chlapiący.

Docieram do miejscowości Bolesław (80km), dalsza droga identyczna jak 2 dni temu.

Na setnym kilometrze mam mały kryzys, wpadam do sklepu po Kubusia i Snikersa i trochę wafelków na wagę.
Najbliższa okolica, wita mnie dobrą pogodą. Zapewne deszcz zdążył się tu wypadać, w ciągu dnia.
Ł3:645,6 km. [1415,9]
Dane wycieczki: 129.70 km (2.00 km teren), czas: 05:41 h, avg:22.82 km/h, prędkość maks: 54.20 km/h
Temperatura:18.0 HR max:172 ( 88%) HR avg:143 ( 73%) Kalorie: 5288 (kcal)
Linkuj | KomentujKomentarze(4)

Majówka w Małopolsce Dzień 1

Sobota, 1 maja 2010 | dodano: 04.05.2010Kategoria Ślad GPS, 100-150 km
W Majówkę odwiedziłem rodzinę na rowerze. Chciałem wyjechać około 7ej rano, jednak wówczas za oknem padał spory deszcz. Spojrzałem na prognozę numeryczną, cały dzień zapowiadał się deszczowo, ale im później, miało być coraz lepiej.
No trudno, ciężki i wypełniony do granic możliwości, plecak Deuter Exp Race na plecy, i wyruszam około godz 9:20.
Już od pierwszych metrów większa mżawka, a w Piekarach kałuże na pół jezdni. Jedzie się przyjemnie, pedałuję bocznymi drogami w kierunku Dąbrowy Górniczej.

Na 18tym kilometrze zaczęło się oberwanie chmury. Jako, że w radiu leciała akurat piosenka: "Pokonaj siebie", nie szukam miejsca schronienia, i jadę dalej; a ludzie patrzą się na mnie, jak na Ufoka. Dosłownie po 2ch minutach (obok Elektrowni Łagisza) przemaka mi większość ubrania. Sucho tylko w głowę i sucho w stopy, dzięki ochraniaczom wodoodpornym.
Jakimś cudem przestaje praktycznie padać na 24tym kilometrze, na rondku w Zielonej. Ucieszony chcę wykorzystać warunki, zerkam na tylne koło i odkrywam mały gwóźdź. Wymiana dętki, tracę około 20 minut i to w takim momencie. Wykręcam kilkakrotnie rękawiczki, a reszta ubranka trochę przesycha.
Ruszam dalej, i znowu mżawka :)
W małym, znośnym deszczu, dojeżdżam na 38my kilometr, gdzie za stacją benzynową, pokonuję ścieżkę wzdłuż krajowej 94, tą z której zrezygnowałem 18go marca.

W Sławkowie na 40tym km, przestaje padać, a ja oliwię łańcuch, który miał już dość wodnych przygód. Zatrzymuję się także przy Karczmie z XVIII wieku.

Widok na Kościół Podwyższenia Krzyża.

Malowniczym mostkiem przez Białą Przemszę, opuszczam miasteczko. Las w okolicy Bukowna zaprasza swoim pięknem, ale ja muszę kierować się na Olkusz.

Po drodze moja uwagę przyciąga, jeden przydomowy ogródek.

A przed Bolesławem, trochę mroczny widok.

Sam Bolesław, także niczego sobie.

Na dalszej drodze, jadę najpierw asfaltem przez las, następnie docieram na odludzie, wzdłuż ogromnej hałdy.

Gdy myślałem już, że mnie nic bardziej nie zaskoczy, nie mogę oderwać wzroku, od wszechobecnego wyrobiska.

Docieram pod Kopalnię Olkusz, gdzie dalej są zakazy przejazdu. Muszę dotrzeć do pobliskiej legalnej drogi, więc nie zawracam.

Ryzykuje te kilkaset metrów, przejeżdżam przez tory kolejowe i docieram do drogi.

W Olkuszu wpadam na herbatkę, do swojej letniej rezydencji :)

Następnie przejeżdżam 1,8 kilometrowy odcinek krajową 94. Jest to całkowity dystans, jaki pokonałem, nie bocznymi drogami.
Pokonuję doskonale znaną sobie drogę 773. Podjazd za Kosmolowem, daje nie tylko mi w kość. Przecieram szmatką zębatki w rowerze, co znacznie poprawia jazdę.
Poniżej kościół w Sułoszowej.

Pogoda jest coraz lepsza.

Pieskowa Skała

Niestety w okolicy, nadal prawie na każdym kroku, widać skutki olbrzymich śniegów, tegorocznej zimy. Drzewa są pościnane na jednej wysokości, jak zapałki.

Przed Ojcowem

I Skała. Zazwyczaj ten drewniany kościół umykał mojej uwadze.

Za Skałą z górki i prędkości rzędu 40km.
Na 97ym kilometrze przy krajowej 7ce, znowu łapię gumę :(
Znacznie się ociepliło i przebieram się w lżejsze ciuchy.

Ostatecznie docieram do Proszowic. Miałem nadzieje, że zaatakuję kolejnego dnia Puszczę Niepołomicką, od strony Nowego Brzeska, jednak pogoda była nieubłagana.
Na pocieszenie zwiedziłem autem Kraków, tzn Opactwo Benedyktynów i okoliczny rezerwat z punktem widokowym Ostra Góra. Zacne tereny na rower.

P.S. Oczywiście pierwszy raz na nowym kole! Kręci się solidnie. Dopiero teraz dostrzegłem, jak stare koło spowalniało jazdę.
Ł3:515,9 km. [1286,2]
Dane wycieczki: 118.50 km (5.50 km teren), czas: 05:01 h, avg:23.62 km/h, prędkość maks: 49.50 km/h
Temperatura:15.0 HR max:175 ( 89%) HR avg:149 ( 76%) Kalorie: 4851 (kcal)
Linkuj | KomentujKomentarze(11)

Nocna Przygoda

Piątek, 30 kwietnia 2010 | dodano: 30.04.2010
Po prawie całym tygodniu bez rowerka, patrzę na prognozy pogody, wg których w weekend może być mokro. No nie, nie wytrzymałem.
Godzina 00:18 wychodzę na rower. Jadę przed siebie główną drogą. Może na Radzionków, może w kierunku Tarnowskich Gór, jeszcze nie wiem.
Drogi puste. Po 2.5 km zdejmuję windstopperową czapkę, jest aż 14 stopni i to po północy.
o godz. 0:30 zauważam, że w rejonie budowanej autostrady, pracuje sprzęt.
Jadę dalej, już wiem, że na Tarnowskie Góry. W kilku miejscach mijam piekarnie i wdycham zapach świeżego pieczywa.

Jadąc dalej, będę musiał przejechać ponad 2.5km odcinek przez ciemny las. Podświadomie nie daje mi to spokoju.
Czy się nie przelęknę?, co jak zobaczę z boku jakieś zwierzę?, co jak złapię w tych ciemnościach gumę? czy wtedy nie spanikuję?
Podziwiam znaną okolicę z perspektywy nocy i podświadomie szykuję się na przezwyciężenie lęku.

W końcu przed Nowym Chechłem jest las. Kilka głębszych oddechów i przejechałem spokojnie frapujący mnie fragment.
Do tej pory księżyc miałem za plecami, teraz od Świerklańca mam go przed sobą.

W planach miałem jeszcze przejazd na Michałkowice, przez Świętochłowice, i na Bytków i WPKiW, ale ostatecznie rezygnuję, jest przed 2:00h, starczy na dziś. Przecież rano trzeba zacząć nowy dzień.

Na koniec filmik Kliknij TUTAJ o moim cudownym tylnym kole, z którym mordowałem się do dziś, m.in na Jasnej Górze, czy nad zbiornikiem Poraj.

Edit:Yes Yes Yes, odebrałem właśnie nowe koło. Jego test, odbędzie się w najbliższy weekend, na terenie Małopolski!
Ł3:397,4 km. [1167,7]
Dane wycieczki: 34.40 km (0.40 km teren), czas: 01:27 h, avg:23.72 km/h, prędkość maks: 43.50 km/h
Temperatura:13.0 HR max:164 ( 84%) HR avg:142 ( 72%) Kalorie: 1493 (kcal)
Linkuj | KomentujKomentarze(4)

Dookoła Jeziora Porajskiego

Niedziela, 25 kwietnia 2010 | dodano: 25.04.2010Kategoria Ślad GPS, 100-150 km
Opis uległ usunięciu. Poniżej skrócony opis wycieczki.

Udałem się najpierw nad jezioro w Rogoźniku, by za drogą 913, poznać nowy fragment leśny.



Wyjechałem na drogę przed Twardowicami, i zrobiłem poniższą fotkę.

W Zawadzie widok na lasy, w które zaraz wjadę.

By zniknąć w zielonym raju, muszę jeszcze pokonać przyjemną i znaną sobie, drogę wzdłuż S Jedynki.

I jestem w lesie.



Drzewostan się zmienia, pojawiają się szyszki.

Po czym jadę, przez trochę bardziej odludną część lasu.

By dojechać do miejscowości Wilnowo.
Jadę teraz przez Cynków.

Droga pod wiatr i bardzo niebezpieczny przejazd przez krajową Jedynkę.

Po dłuższym czasie, jestem już nad zbiornikiem w Poraju.

Jestem pod wrażeniem koloru wody i rozmiarem jeziora.

Postanawiam je objechać zgodnie z zielonym szlakiem pieszym.

Jestem na tamie po drugiej stronie.



Na następnym skraju zbiornika, znajduje się mała wysepka.

Poniżej kolejny skraj jeziora, i wały.

Ponieważ jest tam dość piaszczyście, jadę większym łukiem.

By dojechać nad mostek, czy molo, przecinające jezioro.


Powrót przez malownicze miejscowości. Najpierw Miłość, potem Koziegłówki.


Takich asfaltów, w mieście nie ma.

Wracam przez Woźniki, dominuje już kolor złoty.


Dane wycieczki: 129.00 km (36.80 km teren), czas: 05:53 h, avg:21.93 km/h, prędkość maks: 47.20 km/h
Temperatura:13.0 HR max:163 ( 83%) HR avg:140 ( 71%) Kalorie: 4000 (kcal)
Linkuj | KomentujKomentarze(9)

Katowice + WPKiW + Grill

Sobota, 24 kwietnia 2010 | dodano: 24.04.2010Kategoria WPKiW
Podłubałem w tylnym kole. Wykręciłem szprychę, która ledwo się trzymała. Mam 2,5cm dziurę w obręczy, którą zakleiłem taśmą. Koło krzywe, ale stabilnie się kręci.
Muszę się pomęczyć jeszcze tak, kilka dni do tygodnia.

Rewelacyjna pogoda, ponad 17 stopni w cieniu, w słońcu grubo ponad 20ścia. Wyjechałem w krótkich spodenkach i o krótkiej koszulce.

Najpierw do Katowic, powrót przez WPKiW, gdzie zrobiłem kółko na pętli rowerowej.
A dziś w parku, i kilkuletnie dzieci na rowerach, i starsze dzieci, których rodzice uczyli jeździć, biegacze, rolkowcy, tłumy spacerowiczów, z dziećmi czy psami. I niedzielni rowerzyści, i tacy co chcieli dojechać i wylegiwać się na polanie.
Jednym słowem, jeśli ktoś chciałby szybciej pojeździć, to nie był najlepszy moment.

Dojechałem do domu, przebrałem się w cywilne ciuchy i adidasy oraz wziąłem picie i kiełbasy, i pomknąłem spacerkiem na grilla.
Ł3:234 km. [1004,3]
Dane wycieczki: 37.30 km (3.90 km teren), czas: 01:39 h, avg:22.61 km/h, prędkość maks: 43.70 km/h
Temperatura:17.5 HR max:173 ( 88%) HR avg:152 ( 77%) Kalorie: 1652 (kcal)
Linkuj | KomentujKomentarze(3)

Powtórka z wtorku

Czwartek, 22 kwietnia 2010 | dodano: 22.04.2010Kategoria WPKiW
Do Katowic, miałem trochę więcej czasu, więc nie musiałem, przez cały czas jechać na maksa.
Sporo zimniej. Denerwuje mnie już to umierające tylne koło.
Ł3:196,7 km. [967]
Dane wycieczki: 28.40 km (2.60 km teren), czas: 01:18 h, avg:21.85 km/h, prędkość maks: 42.60 km/h
Temperatura:8.0 HR max:166 ( 85%) HR avg:146 ( 74%) Kalorie: 1144 (kcal)
Linkuj | KomentujKomentarze(0)