- Kategorie:
- 100-150 km.20
- 150-200 km.5
- 70-100 km.55
- MK.13
- Pieszym szlakiem.45
- Ślad GPS.100
- VP.10
- WPKiW.184
Mapa Szlaków Rowerowych Katowic i okolic za darmo
Sobota, 17 lipca 2010 | dodano: 17.07.2010Kategoria WPKiW
Udałem się do Centrum Informacji Turystycznej w Katowicach, gdzie Bezpłatnie można otrzymać, mapę wydawnictwa Compass, szlaków rowerowych GOPu.
W drodze powrotnej lody i kółeczko po pętli w WPKiW. Upalnie, 32 stopnie w cieniu, 36 na termometrze na trasie, a 46 stopni w słońcu, dziś zza okna w moim domu.
Ł3:59 km. [2197,5]
Temperatura:32.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
W drodze powrotnej lody i kółeczko po pętli w WPKiW. Upalnie, 32 stopnie w cieniu, 36 na termometrze na trasie, a 46 stopni w słońcu, dziś zza okna w moim domu.
Ł3:59 km. [2197,5]
Dane wycieczki:
35.40 km (2.90 km teren), czas: 01:36 h, avg:22.12 km/h,
prędkość maks: 42.20 km/hTemperatura:32.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
GKW. Wąskotorówka Bytom - Miasteczko Śląskie. Znowu kursuje!
Piątek, 16 lipca 2010 | dodano: 16.07.2010
Nie ubieram dziś ubrania rowerowego. Stawiam na spokój i relaks.
Jadę ponad 2,5 km i jestem na przystanku GKW Bytom Główny. Wybieram chyba najmniej popularną godzinę odjazdu, czyli 16tą. Razem ze mną, na odjazd oczekuje 15 osób.
Kolejka od niedawna, znowu kursuje na pełnym dystansie 21 km.
Podmyty most (podczas powodzi) w Tarnowskich Górach, wyłączył najpopularniejszy przystanek, nad zalewem Chechło-Nakło i zagroził istnieniu 150-letniej wąskotorówce. Na pomoc przyszło miasto i awaryjnie naprawiło nasyp.
Oto pełna trasa przejazdu wąskotorówką, z Bytomia do Miasteczka Śląskiego.
Bilety 6zł, ulgowy 3zł. Dzieci do lat 4ech i rowery za darmo. Wszelkie info tutaj oraz na oficjalnej stronie.

Przypomina mi się grupowa wycieczka kolejką, z podstawówki.

Rowery można przewozić za darmo, w ostatnim wagonie bagażowym.

Specjalnie nie opisuję atrakcji. Dla osób nie z okolicy, wymienię jedynie, Elektrociepłownię Szombierki, Dolomity Sportową Dolinę i Kopalnię Srebra.

Wg GPSa, kolejka jedzie ze średnią prędkością 19 km/h i cała trasa trwa 1h i 6min + przystanki.

W kilku miejscach, aż się prosi o szlak rowerowy, wzdłuż torów. Ale i dziś można spotkać rowerzystów na trasie kolejki.

Na trasie GKW mijamy sporo lasów. Max speed kolejki wg GPSa to 42,5 km za Dolomitami.

A poniżej najpopularniejszy przystanek, nieopodal jeziora.

Wysiadam w Miasteczku i jadę lasem, rowerem nad jezioro.
Dostaję telefon, że w Bytomiu jest burza. Z rowerku wodnego po Chechle nici. Z uwagi na zbliżającą się burzę, wracam lasami przez Świerklaniec, do domu.
Wśród błysków, ale nie zmokłem.
Ł3:23,5 km. [2162]
Temperatura:28.0 HR max:166 ( 85%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Jadę ponad 2,5 km i jestem na przystanku GKW Bytom Główny. Wybieram chyba najmniej popularną godzinę odjazdu, czyli 16tą. Razem ze mną, na odjazd oczekuje 15 osób.

Kolejka od niedawna, znowu kursuje na pełnym dystansie 21 km.
Podmyty most (podczas powodzi) w Tarnowskich Górach, wyłączył najpopularniejszy przystanek, nad zalewem Chechło-Nakło i zagroził istnieniu 150-letniej wąskotorówce. Na pomoc przyszło miasto i awaryjnie naprawiło nasyp.
Oto pełna trasa przejazdu wąskotorówką, z Bytomia do Miasteczka Śląskiego.
Bilety 6zł, ulgowy 3zł. Dzieci do lat 4ech i rowery za darmo. Wszelkie info tutaj oraz na oficjalnej stronie.

Przypomina mi się grupowa wycieczka kolejką, z podstawówki.

Rowery można przewozić za darmo, w ostatnim wagonie bagażowym.

Specjalnie nie opisuję atrakcji. Dla osób nie z okolicy, wymienię jedynie, Elektrociepłownię Szombierki, Dolomity Sportową Dolinę i Kopalnię Srebra.

Wg GPSa, kolejka jedzie ze średnią prędkością 19 km/h i cała trasa trwa 1h i 6min + przystanki.

W kilku miejscach, aż się prosi o szlak rowerowy, wzdłuż torów. Ale i dziś można spotkać rowerzystów na trasie kolejki.

Na trasie GKW mijamy sporo lasów. Max speed kolejki wg GPSa to 42,5 km za Dolomitami.

A poniżej najpopularniejszy przystanek, nieopodal jeziora.

Wysiadam w Miasteczku i jadę lasem, rowerem nad jezioro.
Dostaję telefon, że w Bytomiu jest burza. Z rowerku wodnego po Chechle nici. Z uwagi na zbliżającą się burzę, wracam lasami przez Świerklaniec, do domu.
Wśród błysków, ale nie zmokłem.
Ł3:23,5 km. [2162]
Dane wycieczki:
23.50 km (11.50 km teren), czas: 01:07 h, avg:21.04 km/h,
prędkość maks: 37.50 km/hTemperatura:28.0 HR max:166 ( 85%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Przyjemna pętla. Puszcza Niepołomicka.
Wyruszam o godzinie 5:59, mam zamiar zwiedzić Puszczę. Wycieczka planowana na około 80 km i powrót przed południem.
Początkowo 14 stopni. Jadę dobrym asfaltem na Nowe Brzesko, w nogawkach i bluzie, pod słońce [przydają się okulary przeciwsłoneczne]
Wiekszy podjazd w Szpitarach...

I błyskawicznie jestem przy moście na Wiśle. Ruch wahadłowy, sterowany sygnalizacją. Ponad 600 metrowy most pokonuję środeczkiem, mając za sobą kilka aut i rozwijam do 40 km/h.

Odbijam na Groble, asfalt lepszy niż zakładałem. Widać już połacie lasów, to jeszcze nie puszcza, ale widzę już, że będzie fajnie.

Po 23 km jestem w Mikluszowicach i jest Puszcza Niepołomicka. Jest 7:00 i wjeżdżam na Żubrostradę.

Ścieżki asfaltowe, wspaniała budząca się zieleń i śpiewy ptaszków.

A w planie, aż 34 km po Puszczy.

W pewnym momencie na Żubrostradzie, info o ścince drzew, dobrze się składa, bo i tak planowałem odbić w bok. Chciałem zobaczyć hodowlę żubra, jednak na 300 metrów przed nią, widzę tablicę "ostoja zwierzyny - wstęp wzbroniony". Po chwilowym namyśle, jednak sobie odpuszczam, jadę dalej.

Kolejną atrakcją miała być baza wojskowa, w środku puszczy. Jednak jak to wojsko, postawiło groźnie brzmiącą poniższą tablicę. I także sobie odpuszczam, odgłosy ścinki coraz głośniejsze.

Kolejną atrakcją, miała być jazda po Puszczy, po znaczonych ścieżkach rowerowych. Nawrót przed bazą trochę mi przeszkodził, jednak robię mały objazd i wracam do Puszczy od innej strony. Jadę przez Szarów, gdzie znowu jestem na czerwonym rowerowym.

Dopiero tutaj, czyli od 50go km, mam pod kołami pierwszy fragment drogi gruntowej.

Jestem bliżej Niepołomic, jest tutaj bardzo fajnie.

Po szlaku, czerwonym, odbijam na zielony.

Robię małą pętelkę...

A lekkie pagórki potęgują doznania.

Na 58,5 km opuszczam Puszczę Niepołomicką. Czas zwiedzić Niepołomice. Poniżej Sukiennice.

I robiący wrażenie wielkością, rycerz.

Ostatnią atrakcją jest Kopiec Grunwaldzki.

Udała mi się także droga powrotna, gdyż skutecznie ominąłem główne drogi. Zawędrowałem prawie na przedmieścia Krakowa. Jedynie na ul. Drożyskiej praktykowałem ruch lewostronny, z uwagi na rozkopaną w połowie jezdnię.
Poniżej już okolice Tropiszowa.

Od teraz udaję się na Posądzę, gdyż tak jest najlepszy asfalt. Odbijam jeszcze tylko w bok, by ominąć drogę 776. Trochę wzniesień na koniec i jestem w domu. Całe szczęście, bo jest już przed 12tą, i jest upalnie [27 stopni w cieniu]. Poniżej kościół w Proszowicach.

Ł1:210 km. [1883,6]
Temperatura:25.0 HR max:171 ( 87%) HR avg:135 ( 69%) Kalorie: 3816 (kcal)
Początkowo 14 stopni. Jadę dobrym asfaltem na Nowe Brzesko, w nogawkach i bluzie, pod słońce [przydają się okulary przeciwsłoneczne]
Wiekszy podjazd w Szpitarach...

I błyskawicznie jestem przy moście na Wiśle. Ruch wahadłowy, sterowany sygnalizacją. Ponad 600 metrowy most pokonuję środeczkiem, mając za sobą kilka aut i rozwijam do 40 km/h.

Odbijam na Groble, asfalt lepszy niż zakładałem. Widać już połacie lasów, to jeszcze nie puszcza, ale widzę już, że będzie fajnie.

Po 23 km jestem w Mikluszowicach i jest Puszcza Niepołomicka. Jest 7:00 i wjeżdżam na Żubrostradę.

Ścieżki asfaltowe, wspaniała budząca się zieleń i śpiewy ptaszków.

A w planie, aż 34 km po Puszczy.

W pewnym momencie na Żubrostradzie, info o ścince drzew, dobrze się składa, bo i tak planowałem odbić w bok. Chciałem zobaczyć hodowlę żubra, jednak na 300 metrów przed nią, widzę tablicę "ostoja zwierzyny - wstęp wzbroniony". Po chwilowym namyśle, jednak sobie odpuszczam, jadę dalej.

Kolejną atrakcją miała być baza wojskowa, w środku puszczy. Jednak jak to wojsko, postawiło groźnie brzmiącą poniższą tablicę. I także sobie odpuszczam, odgłosy ścinki coraz głośniejsze.

Kolejną atrakcją, miała być jazda po Puszczy, po znaczonych ścieżkach rowerowych. Nawrót przed bazą trochę mi przeszkodził, jednak robię mały objazd i wracam do Puszczy od innej strony. Jadę przez Szarów, gdzie znowu jestem na czerwonym rowerowym.

Dopiero tutaj, czyli od 50go km, mam pod kołami pierwszy fragment drogi gruntowej.

Jestem bliżej Niepołomic, jest tutaj bardzo fajnie.

Po szlaku, czerwonym, odbijam na zielony.

Robię małą pętelkę...

A lekkie pagórki potęgują doznania.

Na 58,5 km opuszczam Puszczę Niepołomicką. Czas zwiedzić Niepołomice. Poniżej Sukiennice.

I robiący wrażenie wielkością, rycerz.

Ostatnią atrakcją jest Kopiec Grunwaldzki.

Udała mi się także droga powrotna, gdyż skutecznie ominąłem główne drogi. Zawędrowałem prawie na przedmieścia Krakowa. Jedynie na ul. Drożyskiej praktykowałem ruch lewostronny, z uwagi na rozkopaną w połowie jezdnię.
Poniżej już okolice Tropiszowa.

Od teraz udaję się na Posądzę, gdyż tak jest najlepszy asfalt. Odbijam jeszcze tylko w bok, by ominąć drogę 776. Trochę wzniesień na koniec i jestem w domu. Całe szczęście, bo jest już przed 12tą, i jest upalnie [27 stopni w cieniu]. Poniżej kościół w Proszowicach.

Ł1:210 km. [1883,6]
Dane wycieczki:
92.90 km (14.50 km teren), czas: 04:05 h, avg:22.75 km/h,
prędkość maks: 47.70 km/hTemperatura:25.0 HR max:171 ( 87%) HR avg:135 ( 69%) Kalorie: 3816 (kcal)
Do rodzinki przez Bukowno i Pieskową Skałę.
Piątek, 9 lipca 2010 | dodano: 13.07.2010Kategoria Ślad GPS, 100-150 km
W czwartek wieczorem, postanowiłem, odwiedzam jutro rodzinkę. Szybkie przygotowania, czyszczenie napędu, kompletowanie ubrań itp. W efekcie dłuższy sen i poranny wyjazd się opóźnił. Wyruszam po 10ej. Czeka mnie jazda w największym słońcu i z wypełnionym plecakiem.
Jadę przez Wojkowice, i dalej prosto do Zamku w Będzinie. Najtrudniejsze odcinki [jak rondo], pokonuję szerokim, dobrym chodnikiem.
Od Dąbrowy jadę, jak ostatnio.
Dopiero za Sławkowem, jadę na Bukowno. Odkrywam przez to, nowy dojazd, aż do Olkusza.

Po bokach mijam piękne lasy, jest także Pustynia Starczynowska.

W Bukownie zatrzymuję się, przy tablicy pamiątkowej, dla Żołnierza Polskiego, od mieszkańców tej miejscowości.

Na 55 km jestem na przedmieściach Olkusza. Jestem zafascynowany, bo za mną prawie 10 km przez pachnący las, po świetnym asfalcie, i nawet nie tak ruchliwym.
Dalsza droga identyczna jak Na Majówce, czyli jazda drogą 773. Na trasie kilka podjazdów. Poniżej ten w okolicach Kosmolowa.

Docieram w końcu do Pieskowej Skały.

Gdzie znajduje się popularny zamek.

Ciepło, i byle do Skały, gdyż za tą miejscowością będzie lżej, bo nareszcie z górki.
Poniżej fotka w Iwanowicach, gdzie topił się asfalt. Odpoczywam w cieniu, bo kilkugodzinne przebywanie na słońcu, to nie żarty.

Do celu, już niedaleko. Trzeba było, jedynie okazać dowód osobisty :)

Co ciekawe rowerem unikałem głównych dróg, a i tak wyszło jedyne 7 km więcej, niż autem.
Ł1:117,2 km. [1790,7]
Temperatura:30.0 HR max:182 ( 93%) HR avg:158 ( 81%) Kalorie: 4950 (kcal)
Jadę przez Wojkowice, i dalej prosto do Zamku w Będzinie. Najtrudniejsze odcinki [jak rondo], pokonuję szerokim, dobrym chodnikiem.
Od Dąbrowy jadę, jak ostatnio.
Dopiero za Sławkowem, jadę na Bukowno. Odkrywam przez to, nowy dojazd, aż do Olkusza.

Po bokach mijam piękne lasy, jest także Pustynia Starczynowska.

W Bukownie zatrzymuję się, przy tablicy pamiątkowej, dla Żołnierza Polskiego, od mieszkańców tej miejscowości.

Na 55 km jestem na przedmieściach Olkusza. Jestem zafascynowany, bo za mną prawie 10 km przez pachnący las, po świetnym asfalcie, i nawet nie tak ruchliwym.
Dalsza droga identyczna jak Na Majówce, czyli jazda drogą 773. Na trasie kilka podjazdów. Poniżej ten w okolicach Kosmolowa.

Docieram w końcu do Pieskowej Skały.

Gdzie znajduje się popularny zamek.

Ciepło, i byle do Skały, gdyż za tą miejscowością będzie lżej, bo nareszcie z górki.
Poniżej fotka w Iwanowicach, gdzie topił się asfalt. Odpoczywam w cieniu, bo kilkugodzinne przebywanie na słońcu, to nie żarty.

Do celu, już niedaleko. Trzeba było, jedynie okazać dowód osobisty :)

Co ciekawe rowerem unikałem głównych dróg, a i tak wyszło jedyne 7 km więcej, niż autem.
Ł1:117,2 km. [1790,7]
Dane wycieczki:
117.20 km (2.60 km teren), czas: 04:50 h, avg:24.25 km/h,
prędkość maks: 51.40 km/hTemperatura:30.0 HR max:182 ( 93%) HR avg:158 ( 81%) Kalorie: 4950 (kcal)
Jura po raz 3ci: Chechło, Golczowice, Krzywopłoty, Smoleń, Podzamcze
Niedziela, 4 lipca 2010 | dodano: 05.07.2010Kategoria 150-200 km, Ślad GPS
Po wcześniejszym obiedzie, wychodzę na rower. W moim rowerowym menu, na dziś, rozważam atak na 199 km. Temperatura 24 stopnie.
Jeszcze w Bytomiu na 2,5 kilometrze zrywam łańcuch. Oczywiście mam zapasową spinkę, jednak świadczy to jedynie o złym stanie napędu. Łańcuch kreci głośno, zębatki także zjechane. Używam go od zimy, nieco ponad pół roku.
No trudno, jadę dalej. Poznałem już okolice Olsztyna oraz okolice Mirowa. Dziś czas, na odkrycie kolejnego fragmentu Jury.
Jadę nad jezioro Pogorię IV. Dla odmiany przez Będzin i ul. Dębową na Preczów.

Na 35 km kupuję loda. Patyczek nie był szczęśliwy, gdyż nie pisało Wygrałeś.
Na 40 km, za plecami, superowo widać Elektrownię i Górę Doroty, dwa charakterystyczne punkty, obok których dziś jechałem.
Od 50 km, zaczyna się piękna okolica. Jestem już w Oklahomie, znanej mi z wycieczki, po czarnym szlaku rowerowym. Dobra szosa, po bokach lasy.
Na 60tym km jestem w Chechle, naprawdę blisko Pustyni Błędowskiej. Niestety z drogi nie widać, ani grama piasku.

Droga prowadzi wzdłuż pustyni, ale nie było mi dane jej dziś zobaczyć.
10 km dalej, docieram do m. Golczowice. Robię sobie dłuższą przerwę i przeglądam Bikestats w komórce.
Po odpoczynku rozpoczynam wycieczkę właściwą, gdyż wjeżdżam tutaj, na czerwony Jurajski Rowerowy Szlak Orlich Gniazd, łączący Częstochowę z Krakowem.
Na plus, zaskakuje mnie stan asfaltów. Od 73 km, pierwszy fragment leśny.

Na 75 km, docieram pod zamek w Bydlinie.

Jurajski rowerowy, bardzo mi się podoba. Nie ma żadnego piasku, z którym męczyłem się, na ostatniej wycieczce na Jurze, w okolicach Czatachowej.

Poniżej tablica, ku czci i chwały poległym bohaterom Oddziały Hardego AK, od społeczności gminy Klucze.

Jurajski rowerowy, dobre asfalty, przez las i bez aut.

Pnę się pod górę po bardziej odludnym i zarośniętym lesie. Jest także pierwszy problem, przewalone drzewa. Na szczęście chwilę później jest już wszystko OK.
Teraz szybki zjazd po kamykach, słodkie szaleństwo. Skutkuje ono przebitą dętką na 83 km.

Zaraz dalej kilka skałek i ławeczki dla rowerzystów, zwiedzających szlak Jurajski.

Poniżej miejscowość Smoleń i widok na ledwo widoczny zamek na wzniesieniu.

Jadę dalej, ciągle dobre asfalty i kilka większych podjazdów.

Częste zmiany nawierzchni i krajobrazu, uatrakcyjniają jazdę.

W tle widać już ruiny Zamku w Ogrodzieńcu.

Docieram w końcu do Podzamcza [98 km trasy] i przyglądam się z bliska.

Paradoksalnie słucham radia, i leci audycja o Jurze, gdzie dowiaduje się o różnych legendach i ciekawych miejscach.

W planach był jeszcze Okiennik Wielki oraz m. Morsko, jednak na 101 km postanawiam wracać, by nie być w domu znowu nocą.
Powrót przyjemny, znaną drogą od Zawiercia. A poniżej zachód, prawie pod domem.

Ł2:167 km. [1564]
Temperatura: HR max:176 ( 90%) HR avg:148 ( 75%) Kalorie: 6836 (kcal)
Jeszcze w Bytomiu na 2,5 kilometrze zrywam łańcuch. Oczywiście mam zapasową spinkę, jednak świadczy to jedynie o złym stanie napędu. Łańcuch kreci głośno, zębatki także zjechane. Używam go od zimy, nieco ponad pół roku.
No trudno, jadę dalej. Poznałem już okolice Olsztyna oraz okolice Mirowa. Dziś czas, na odkrycie kolejnego fragmentu Jury.
Jadę nad jezioro Pogorię IV. Dla odmiany przez Będzin i ul. Dębową na Preczów.

Na 35 km kupuję loda. Patyczek nie był szczęśliwy, gdyż nie pisało Wygrałeś.
Na 40 km, za plecami, superowo widać Elektrownię i Górę Doroty, dwa charakterystyczne punkty, obok których dziś jechałem.
Od 50 km, zaczyna się piękna okolica. Jestem już w Oklahomie, znanej mi z wycieczki, po czarnym szlaku rowerowym. Dobra szosa, po bokach lasy.
Na 60tym km jestem w Chechle, naprawdę blisko Pustyni Błędowskiej. Niestety z drogi nie widać, ani grama piasku.

Droga prowadzi wzdłuż pustyni, ale nie było mi dane jej dziś zobaczyć.
10 km dalej, docieram do m. Golczowice. Robię sobie dłuższą przerwę i przeglądam Bikestats w komórce.
Po odpoczynku rozpoczynam wycieczkę właściwą, gdyż wjeżdżam tutaj, na czerwony Jurajski Rowerowy Szlak Orlich Gniazd, łączący Częstochowę z Krakowem.
Na plus, zaskakuje mnie stan asfaltów. Od 73 km, pierwszy fragment leśny.

Na 75 km, docieram pod zamek w Bydlinie.

Jurajski rowerowy, bardzo mi się podoba. Nie ma żadnego piasku, z którym męczyłem się, na ostatniej wycieczce na Jurze, w okolicach Czatachowej.

Poniżej tablica, ku czci i chwały poległym bohaterom Oddziały Hardego AK, od społeczności gminy Klucze.

Jurajski rowerowy, dobre asfalty, przez las i bez aut.

Pnę się pod górę po bardziej odludnym i zarośniętym lesie. Jest także pierwszy problem, przewalone drzewa. Na szczęście chwilę później jest już wszystko OK.
Teraz szybki zjazd po kamykach, słodkie szaleństwo. Skutkuje ono przebitą dętką na 83 km.

Zaraz dalej kilka skałek i ławeczki dla rowerzystów, zwiedzających szlak Jurajski.

Poniżej miejscowość Smoleń i widok na ledwo widoczny zamek na wzniesieniu.

Jadę dalej, ciągle dobre asfalty i kilka większych podjazdów.

Częste zmiany nawierzchni i krajobrazu, uatrakcyjniają jazdę.

W tle widać już ruiny Zamku w Ogrodzieńcu.

Docieram w końcu do Podzamcza [98 km trasy] i przyglądam się z bliska.

Paradoksalnie słucham radia, i leci audycja o Jurze, gdzie dowiaduje się o różnych legendach i ciekawych miejscach.

W planach był jeszcze Okiennik Wielki oraz m. Morsko, jednak na 101 km postanawiam wracać, by nie być w domu znowu nocą.
Powrót przyjemny, znaną drogą od Zawiercia. A poniżej zachód, prawie pod domem.

Ł2:167 km. [1564]
Dane wycieczki:
162.00 km (15.50 km teren), czas: 07:23 h, avg:21.94 km/h,
prędkość maks: 54.10 km/hTemperatura: HR max:176 ( 90%) HR avg:148 ( 75%) Kalorie: 6836 (kcal)
Jurajskie zamki i nie tylko. Przez Siewierz Myszków Żarki Czatachowa Mirów Zdów Zawiercie.
Sobota, 26 czerwca 2010 | dodano: 27.06.2010Kategoria 150-200 km, Ślad GPS
W połowie tygodnia odebrałem przednie koło. Na starej obręczy strach było już jeździć, a solidna ścianka boczna nowej obręczy, zachęciła mnie do poważniejszej wycieczki.

Początkowo planowałem wycieczkę w niedzielę, ale pogoda w sobotę także piękna. Wyjechałem więc późno, dopiero ok. 13tej.
Udałem się w moją drugą wycieczkę na Jurę. By nie obciążać pleców plecakiem, ograniczam się do sakwy pod ramę roweru. Mieści ona kilka narzędzi, bluzę, kamizelkę i nogawki, a z picia, biorę jedyne 0,7L wody.
Trasa w kierunku Góry Św. Doroty i nad Pogorię. Na 20 km postanowiłem przejechać ul.Pokoju na Sarnów, gdyż nigdy nie była mi ona po drodze.
Widok na Elektrownię Łagisza, z nowej dla mnie strony.

Nad Pogorią IV było przepięknie, błękitna woda, ale niestety jak się okazało, także silny wiatr, gdyz zmieniłem kierunek jazdy. Jak się potem okazało, musiałem zrobić, aż 38 km pod mocny wiatr.
Jadę na Myszków, by nie jechać jak ostatnio, wybieram główną drogę 793.
Już na 46 km, zatrzymuję się w sklepie, kupuję 1,5L wody, z czego połowę wypijam na miejscu.
Przed Myszkowem pruję ponad 30 km/h pod górę, po tym jak słyszę na plecach hamującą ciężarówkę.
A sam Myszków wita mnie sporym zjazdem, gdzie mam ponad 50 km/h.
Około 60 kilometra, pobocze drogi połatane jakimś żwirkiem, który strzela z pod kół i nie pomaga w jeździe.
Docieram w końcu do miejscowości Żwirki, w końcu mały ruch samochodowy.
Zaczynam wycieczkę właściwą, czyli 35cio km przygodę po Jurze.

7 km dalej (67 km trasy) m. Zawada dostrzegam zmianę krajobrazu i lasy.
Moim 1szym celem są pozostałości średniowiecznej strażnicy obronnej w Suliszowicach (71 km). [do dziś zachował się niewielki fragment muru]
Jadę dalej i zatrzymuję się na 78 km przy Bramie Twardowskiego.

Jedyne 2 km dalej znajdują się Źródła Zygmunta i Ewy. [początek rzeki Wiercicy]
Napiłem się wody, rewelacyjna w smaku.

Na 82 km pozostałości kolejnego zamku. Poniżej Jaskinia Ostrężnicka, u stóp ruin zamku Ostrężnik.

Jadę do kolejnej atrakcji [od teraz zgonie z czerwonym rowerowym, niebieskim pieszym], niestety ścieżki są piaszczyste. Czasami muszę prowadzić rower, jazda powyżej 10 km/h to także luksus. Poniżej najgorsze miejsce.

Po 2,5 km trochę lepiej, jednak wszystko wielkim wysiłkiem.
Na 87,5 km, zdobywam lekkie wzniesienie. Warto było, gdyż moim oczom ukazuje się zamek w Przewodziszowicach [w XV wieku należał do Mikołaja Kornicza - słynnego, nieuchwytnego rycerza rozbójnika]
Dalej plan zakładał dojechanie lasem, do miejscowości Moczydło, skąd miałem przekroczyć drogę 789, by zwiedzać kolejne atrakcje.
Na drodze, chwilami powtórka z rozrywki i często pieszo do przodu.
Gonił mnie czas, zachód słońca za jakąś 1h do 1,5 godziny, tymczasem mój ślad na GPSie zaczął podążać w złym kierunku. Jedna ścieżka niknie, na innej drzewa, ostatnia dobra biegnie w złym kierunku. Trochę spanikowałem, bo przede mną jeszcze sporo drogi. {zresztą ilość połamanych drzew [chyba jeszcze po zimie] widocznych na wycieczce, powalała}

Musiałem zawrócić i w ogóle podjąć decyzję czy opłaca się jechać dalej.
Po chwili jestem, obok Sanktuarium, a dalej drogą 789 i znowu podjazd.
Na 102 km jestem w m. Łutowiec.

Gdzie zwiedzam kolejne ruiny.

Na szczęście dalsze grunty, bez żadnego piasku.
Na 105 km największa atrakcja, Mirów.

Zwiedzam zamek bliżej. Poniżej fota z drugiej strony.

Zaledwie 1,5 km dalej zamek w Bobolicach.

Na 109 km Zdów. Dotarłem do zaplanowanego miejsca, z którego zaczynam powrót. Tylko asfaltami, więc komfortowo.
Ubieram swoją nową bluzę Rogelli Rimini, a słońce praktycznie już zaszło.
Tymczasem powrót wcale nie jest taki łatwy. Na początek niesamowity podjazd w kierunku m.Hucisko. Zachód którego nie było już widać, na szczycie wzniesienia [110,5 km trasy] ponownie widoczny, w całej swej okazałości.

Po lewej widzę jeszcze, przy prędkości 50 km/h, robiące niesamowite wrażenie Orle Gniazdo i chyba górę Zborów.
Jadę na Zawiercie. Na 118 km za Włodowicami, mała serpentyna.
Na 125 km kolejna wizyta w sklepie, a na 127 km jestem na drodze 796, skąd znam już drogę do domu. Ubieram ocieplane nogawki i kamizelkę.
Jest późno przydaje się Bocialarka.
Uwielbiam wracać ul. Relaksową w Dąbrowie G.
Po 24 km od Zawiercia jestem nad jeziorem Pogoria. (jest ok godz. 23ej)

Dobre asfalty zrobiły swoje, rower płynie, a ja nie czuję zmęczenia.
Jeszcze tylko na 152 km jakiś kot wleciał mi pod przednie koło. Postawiłem rower na przednim kole, ledwo udało mi się go nie rozjechać.
Na 9 km przed domem opadłem z sił [było mi trochę zimno w ręce, schłodziło się do 13tu stopni]. W domu po północy.
Wyszła moja najdłuższa wycieczka na rowerze oraz niesamowite 1587 m w pionie.
Ł3:179,2 km. [2138,6]
Temperatura: HR max:182 ( 93%) HR avg:147 ( 75%) Kalorie: 7398 (kcal)

Początkowo planowałem wycieczkę w niedzielę, ale pogoda w sobotę także piękna. Wyjechałem więc późno, dopiero ok. 13tej.
Udałem się w moją drugą wycieczkę na Jurę. By nie obciążać pleców plecakiem, ograniczam się do sakwy pod ramę roweru. Mieści ona kilka narzędzi, bluzę, kamizelkę i nogawki, a z picia, biorę jedyne 0,7L wody.
Trasa w kierunku Góry Św. Doroty i nad Pogorię. Na 20 km postanowiłem przejechać ul.Pokoju na Sarnów, gdyż nigdy nie była mi ona po drodze.
Widok na Elektrownię Łagisza, z nowej dla mnie strony.

Nad Pogorią IV było przepięknie, błękitna woda, ale niestety jak się okazało, także silny wiatr, gdyz zmieniłem kierunek jazdy. Jak się potem okazało, musiałem zrobić, aż 38 km pod mocny wiatr.
Jadę na Myszków, by nie jechać jak ostatnio, wybieram główną drogę 793.
Już na 46 km, zatrzymuję się w sklepie, kupuję 1,5L wody, z czego połowę wypijam na miejscu.
Przed Myszkowem pruję ponad 30 km/h pod górę, po tym jak słyszę na plecach hamującą ciężarówkę.
A sam Myszków wita mnie sporym zjazdem, gdzie mam ponad 50 km/h.
Około 60 kilometra, pobocze drogi połatane jakimś żwirkiem, który strzela z pod kół i nie pomaga w jeździe.
Docieram w końcu do miejscowości Żwirki, w końcu mały ruch samochodowy.
Zaczynam wycieczkę właściwą, czyli 35cio km przygodę po Jurze.

7 km dalej (67 km trasy) m. Zawada dostrzegam zmianę krajobrazu i lasy.
Moim 1szym celem są pozostałości średniowiecznej strażnicy obronnej w Suliszowicach (71 km). [do dziś zachował się niewielki fragment muru]
Jadę dalej i zatrzymuję się na 78 km przy Bramie Twardowskiego.

Jedyne 2 km dalej znajdują się Źródła Zygmunta i Ewy. [początek rzeki Wiercicy]
Napiłem się wody, rewelacyjna w smaku.

Na 82 km pozostałości kolejnego zamku. Poniżej Jaskinia Ostrężnicka, u stóp ruin zamku Ostrężnik.

Jadę do kolejnej atrakcji [od teraz zgonie z czerwonym rowerowym, niebieskim pieszym], niestety ścieżki są piaszczyste. Czasami muszę prowadzić rower, jazda powyżej 10 km/h to także luksus. Poniżej najgorsze miejsce.

Po 2,5 km trochę lepiej, jednak wszystko wielkim wysiłkiem.
Na 87,5 km, zdobywam lekkie wzniesienie. Warto było, gdyż moim oczom ukazuje się zamek w Przewodziszowicach [w XV wieku należał do Mikołaja Kornicza - słynnego, nieuchwytnego rycerza rozbójnika]

Dalej plan zakładał dojechanie lasem, do miejscowości Moczydło, skąd miałem przekroczyć drogę 789, by zwiedzać kolejne atrakcje.
Na drodze, chwilami powtórka z rozrywki i często pieszo do przodu.

Gonił mnie czas, zachód słońca za jakąś 1h do 1,5 godziny, tymczasem mój ślad na GPSie zaczął podążać w złym kierunku. Jedna ścieżka niknie, na innej drzewa, ostatnia dobra biegnie w złym kierunku. Trochę spanikowałem, bo przede mną jeszcze sporo drogi. {zresztą ilość połamanych drzew [chyba jeszcze po zimie] widocznych na wycieczce, powalała}

Musiałem zawrócić i w ogóle podjąć decyzję czy opłaca się jechać dalej.
Po chwili jestem, obok Sanktuarium, a dalej drogą 789 i znowu podjazd.
Na 102 km jestem w m. Łutowiec.

Gdzie zwiedzam kolejne ruiny.

Na szczęście dalsze grunty, bez żadnego piasku.
Na 105 km największa atrakcja, Mirów.

Zwiedzam zamek bliżej. Poniżej fota z drugiej strony.

Zaledwie 1,5 km dalej zamek w Bobolicach.

Na 109 km Zdów. Dotarłem do zaplanowanego miejsca, z którego zaczynam powrót. Tylko asfaltami, więc komfortowo.
Ubieram swoją nową bluzę Rogelli Rimini, a słońce praktycznie już zaszło.
Tymczasem powrót wcale nie jest taki łatwy. Na początek niesamowity podjazd w kierunku m.Hucisko. Zachód którego nie było już widać, na szczycie wzniesienia [110,5 km trasy] ponownie widoczny, w całej swej okazałości.

Po lewej widzę jeszcze, przy prędkości 50 km/h, robiące niesamowite wrażenie Orle Gniazdo i chyba górę Zborów.
Jadę na Zawiercie. Na 118 km za Włodowicami, mała serpentyna.
Na 125 km kolejna wizyta w sklepie, a na 127 km jestem na drodze 796, skąd znam już drogę do domu. Ubieram ocieplane nogawki i kamizelkę.
Jest późno przydaje się Bocialarka.
Uwielbiam wracać ul. Relaksową w Dąbrowie G.
Po 24 km od Zawiercia jestem nad jeziorem Pogoria. (jest ok godz. 23ej)

Dobre asfalty zrobiły swoje, rower płynie, a ja nie czuję zmęczenia.
Jeszcze tylko na 152 km jakiś kot wleciał mi pod przednie koło. Postawiłem rower na przednim kole, ledwo udało mi się go nie rozjechać.
Na 9 km przed domem opadłem z sił [było mi trochę zimno w ręce, schłodziło się do 13tu stopni]. W domu po północy.
Wyszła moja najdłuższa wycieczka na rowerze oraz niesamowite 1587 m w pionie.
Ł3:179,2 km. [2138,6]
Dane wycieczki:
180.10 km (23.00 km teren), czas: 08:40 h, avg:20.78 km/h,
prędkość maks: 52.90 km/hTemperatura: HR max:182 ( 93%) HR avg:147 ( 75%) Kalorie: 7398 (kcal)
15000km z Bikestats, do Częstochowy po okazyjne zakupy.
Sobota, 19 czerwca 2010 | dodano: 19.06.2010Kategoria 100-150 km
Kolejny jubileusz. Przemierzyłem swoją Meridą Crossway już 15000km, a wszystkie wycieczki dające tą sumę kilometrów, można przeczytać na BS.
Sam rower dostał już drugi napęd, nowy suport, kilka opon, a ostatnio koła z nowymi obręczami [przednie koło odbieram w przyszłym tygodniu].
Od pewnego czasu, poszukiwałem kurtki na deszcz. Znalazłem ciekawą kurteczkę Campus Vart. Jest ona raczej na jesień i początkowo nie myślałem o takiej kurtce, ale ogromna promocja zrobiła swoje. Kurtka przeceniona ze 249zł na 79zł! Ciągle dostępna w internetowym sklepie Planet Outdoor. Tak więc poniżej 100ki mamy kurtkę z wentylacją i suwakami pod pachami. Drobna recenzja.
Po pięknym tygodniu miało dziś padać. Wyruszyłem do Częstochowy, zobaczyć kolejną okazję.
Ubrałem się w ochraniacze przeciwdeszczowe i tego jaskrawego Varta licząc na spore opady, gdyż przy dobrej pogodzie, byłoby mi po prostu za ciepło.
I faktycznie 13,5 stopni i mżawka już od startu. Skoczyłem jeszcze na Centrum. Dalej głównymi drogami. Mocniej padało po 20tu km. Na drodze kilka wyprzedzań na styk.
Po 35ciu km poważniejszy podjazd, podziwiam okolicę. Przed 40tym km odbijam w prawo na Kamieńskie Młyny, boczna droga, połatana, ale bardzo przyjemna.
Po 46tym km dodatkowa atrakcja. Jadę po budowanej nawierzchni, między walcami i robotnikami.
Ok 60 km już na przedmieściach Częstochowy, muszę się przebić jeszcze przez miasto. Wybieram boczne drogi, a od alei Niepodległości, trochę kombinuję częściowo po asfalcie i po chodnikach.
Po 70km już u celu.

Pomacałem i kupiłem kolejną kurtkę Biemme Dry Tek, była ostatnia sztuka i to w moim rozmiarze :)
W drodze powrotnej się wypogodziło, i musiałem wracać w koszulce z krótkim rękawkiem.
Na kilkanaście km przed domem, wstąpiłem na frytki przy Dworcu w Tarnowskich Górach.
Ł2:298 km. [1397]
Temperatura:14.5 HR max:179 ( 91%) HR avg:150 ( 76%) Kalorie: 6091 (kcal)
Sam rower dostał już drugi napęd, nowy suport, kilka opon, a ostatnio koła z nowymi obręczami [przednie koło odbieram w przyszłym tygodniu].
Od pewnego czasu, poszukiwałem kurtki na deszcz. Znalazłem ciekawą kurteczkę Campus Vart. Jest ona raczej na jesień i początkowo nie myślałem o takiej kurtce, ale ogromna promocja zrobiła swoje. Kurtka przeceniona ze 249zł na 79zł! Ciągle dostępna w internetowym sklepie Planet Outdoor. Tak więc poniżej 100ki mamy kurtkę z wentylacją i suwakami pod pachami. Drobna recenzja.
Po pięknym tygodniu miało dziś padać. Wyruszyłem do Częstochowy, zobaczyć kolejną okazję.
Ubrałem się w ochraniacze przeciwdeszczowe i tego jaskrawego Varta licząc na spore opady, gdyż przy dobrej pogodzie, byłoby mi po prostu za ciepło.
I faktycznie 13,5 stopni i mżawka już od startu. Skoczyłem jeszcze na Centrum. Dalej głównymi drogami. Mocniej padało po 20tu km. Na drodze kilka wyprzedzań na styk.
Po 35ciu km poważniejszy podjazd, podziwiam okolicę. Przed 40tym km odbijam w prawo na Kamieńskie Młyny, boczna droga, połatana, ale bardzo przyjemna.
Po 46tym km dodatkowa atrakcja. Jadę po budowanej nawierzchni, między walcami i robotnikami.
Ok 60 km już na przedmieściach Częstochowy, muszę się przebić jeszcze przez miasto. Wybieram boczne drogi, a od alei Niepodległości, trochę kombinuję częściowo po asfalcie i po chodnikach.
Po 70km już u celu.

Pomacałem i kupiłem kolejną kurtkę Biemme Dry Tek, była ostatnia sztuka i to w moim rozmiarze :)
W drodze powrotnej się wypogodziło, i musiałem wracać w koszulce z krótkim rękawkiem.
Na kilkanaście km przed domem, wstąpiłem na frytki przy Dworcu w Tarnowskich Górach.
Ł2:298 km. [1397]
Dane wycieczki:
145.00 km (5.00 km teren), czas: 05:58 h, avg:24.30 km/h,
prędkość maks: 45.00 km/hTemperatura:14.5 HR max:179 ( 91%) HR avg:150 ( 76%) Kalorie: 6091 (kcal)
Lasem nad Chechło-Nakło + Śląskie Centrum Hurtu
Niedziela, 13 czerwca 2010 | dodano: 13.06.2010
Zakładałem kolejny upalny dzień, więc odpuściłem dalszą wycieczkę. Tymczasem zaledwie 21 stopni, pogoda wymarzona. Niestety postanowiłem, jedynie przetestować nową oponę w terenie.
Udałem się laskiem piekarskim, przez Świerklaniec, lasem nad jezioro Chechło-Nakło.
Zrobiłem rundkę dookoła jeziorka.

Marathon Cross to najlepsza opona jaką do tej pory miałem, radzi sobie dobrze na duktach leśnych, pokonałem także bez trudu piaszczystą górkę.
Udałem się następnie w kierunku Tarnowskich Gór. Poniżej fota w letniej wersji ubrania rowerowego.

Jadę zobaczyć, gdzie dokładnie się znajduje i jak wygląda Gwarek. Jak niedawno usłyszałem, największe na południu Polski, Śląskie Centrum Hurtu.
Centrum znajduje się za tym większym budynkiem, a jego powierzchnia zabudowań to 50.000m2

Wracam już w kierunku domu, zatrzymuję się jeszcze w jednym miejscu.

Ł2:153 km. [1252]
Temperatura:21.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Udałem się laskiem piekarskim, przez Świerklaniec, lasem nad jezioro Chechło-Nakło.
Zrobiłem rundkę dookoła jeziorka.

Mój rower, wygląd początek czerwca© fredziomf
Marathon Cross to najlepsza opona jaką do tej pory miałem, radzi sobie dobrze na duktach leśnych, pokonałem także bez trudu piaszczystą górkę.
Udałem się następnie w kierunku Tarnowskich Gór. Poniżej fota w letniej wersji ubrania rowerowego.

W letnim ubraniu, gdzieś w Tarnowskich Górach.© fredziomf
Jadę zobaczyć, gdzie dokładnie się znajduje i jak wygląda Gwarek. Jak niedawno usłyszałem, największe na południu Polski, Śląskie Centrum Hurtu.
Centrum znajduje się za tym większym budynkiem, a jego powierzchnia zabudowań to 50.000m2

Gwarek - Śląskie Centrum Hurtu. Najwieksze na południu Polski© fredziomf
Wracam już w kierunku domu, zatrzymuję się jeszcze w jednym miejscu.

Słoń z uniesioną trąbą, taki troche większy© fredziomf
Ł2:153 km. [1252]
Dane wycieczki:
54.90 km (14.60 km teren), czas: 02:29 h, avg:22.11 km/h,
prędkość maks: 49.90 km/hTemperatura:21.0 HR max: (%) HR avg: (%) Kalorie: (kcal)
Dzień pełen imprez. Pogoria III + Święto Bytomia, zawody Strongman.
Sobota, 12 czerwca 2010 | dodano: 12.06.2010Kategoria 70-100 km
Można oglądać 3 mecze dziennie na mundialu w TV, ale jeśli ktoś woli coś na powietrzu, wybór także wyborny.
Obecnie Bytom, przez 3 dni ma swoje święto. Odbywa się także industriada, impreza odbywająca się w 23 miastach. A z koncertów do wyboru m.in Lady Pank w Chorzowie.
I gdzie w tym wszystkim, znaleźć czas na rower?
Wiele się nie zastanawiając, po południu wyruszam w drogę. Jadę na nową drogę rowerową nad Pogorią, o której pisał DARIUSZ79.
Jadę znaną sobie trasą, ale tym razem drogą, którą przeważnie wracałem z nad Pogorii.
W Strzyżowicach widzę policjanta na skrzyżowaniu, kawałek dalej strażaka z lizakiem, trochę mnie to frapuje, ale jadę dalej. W Psarach przed 20tym km, patrzę, a tu peleton szosowców, całą jezdnią na mnie jedzie. Uciekam na chodnik. Uf całe szczęście, że nie spotkałem ich 100 metrów wcześniej, gdyż były tam 2 ostre zakręty, a ja pędziłem 40ką z górki.
Po chwili kolejna znacznie mniejsza grupa rowerzystów. Filmik poniżej. Jak się dowiedziałem były to VII Mistrzostwa Kolarstwa w Gminie Psary
Dojeżdżam nad śluzę i jadę dookoła Pogorii III.

Wracam przez Pogorię IV, a znałem ją dokładniej, z przeciwnej strony.

Wracam przez Dorotkę. Jest upalnie i parno, w drodze powrotnej, asfalt klei się do opon.
Jadę w rozpiętej koszulce rowerowej, a w Wojkowicach jakaś dziewczyna robi mi fotkę, mojego torsu :)
Wpadam do domu i biorę szybki zimny prysznic.
Już tylko 20 min do zawodów Strongman. Ubieram się w bezrękawnik, i sandały, i jadę spacerkiem, na Święto Bytomia.

Ponad 20tu zawodników, a najlepszy dostanie przepustkę na słynne zawody Arnolda w USA.

Muzykę zapodaje DJ Marco Saville.

Ale niektóre dzieci, wolą taplać się w fontannie.

Pierwsza konkurencja, 8 obrotów 360kg oponą i wciągnięcie 100kg beczki na odpowiednią wysokość.
Poniżej, po biegu z walizkami, rzucenie 80kg pniem na podest. Zadziwiająco szybko biegali, najlepsi poniżej 20 sekund.

Mała przerwa i pokaz bielizny dla Panów i ich żon.

Po 2ch konkurencjach najlepszy był bytomianin! Jeśli dobrze pamiętam Mateusz Baron.
A oto słynny zegar. Niestety zabrakło pamięci w aparacie, na cały filmik :(
Był także pokaz znanego polskiego kulturysty, którego nazwiska zapomniałem.
Na koniec fotka pana z obsługi Strongmenów. Podobno "szef wszystkich szefów". Nosi 5cio kg łańcuch na szyi, z 24 karatowego złota.

Ł2:98 km. [1197]
Temperatura:31.0 HR max:181 ( 92%) HR avg:150 ( 76%) Kalorie: 2887 (kcal)
Obecnie Bytom, przez 3 dni ma swoje święto. Odbywa się także industriada, impreza odbywająca się w 23 miastach. A z koncertów do wyboru m.in Lady Pank w Chorzowie.
I gdzie w tym wszystkim, znaleźć czas na rower?
Wiele się nie zastanawiając, po południu wyruszam w drogę. Jadę na nową drogę rowerową nad Pogorią, o której pisał DARIUSZ79.
Jadę znaną sobie trasą, ale tym razem drogą, którą przeważnie wracałem z nad Pogorii.
W Strzyżowicach widzę policjanta na skrzyżowaniu, kawałek dalej strażaka z lizakiem, trochę mnie to frapuje, ale jadę dalej. W Psarach przed 20tym km, patrzę, a tu peleton szosowców, całą jezdnią na mnie jedzie. Uciekam na chodnik. Uf całe szczęście, że nie spotkałem ich 100 metrów wcześniej, gdyż były tam 2 ostre zakręty, a ja pędziłem 40ką z górki.
Po chwili kolejna znacznie mniejsza grupa rowerzystów. Filmik poniżej. Jak się dowiedziałem były to VII Mistrzostwa Kolarstwa w Gminie Psary

Wracam przez Pogorię IV, a znałem ją dokładniej, z przeciwnej strony.

Wracam przez Dorotkę. Jest upalnie i parno, w drodze powrotnej, asfalt klei się do opon.
Jadę w rozpiętej koszulce rowerowej, a w Wojkowicach jakaś dziewczyna robi mi fotkę, mojego torsu :)
Wpadam do domu i biorę szybki zimny prysznic.
Już tylko 20 min do zawodów Strongman. Ubieram się w bezrękawnik, i sandały, i jadę spacerkiem, na Święto Bytomia.

Ponad 20tu zawodników, a najlepszy dostanie przepustkę na słynne zawody Arnolda w USA.

Muzykę zapodaje DJ Marco Saville.

Ale niektóre dzieci, wolą taplać się w fontannie.

Pierwsza konkurencja, 8 obrotów 360kg oponą i wciągnięcie 100kg beczki na odpowiednią wysokość.

Mała przerwa i pokaz bielizny dla Panów i ich żon.

Po 2ch konkurencjach najlepszy był bytomianin! Jeśli dobrze pamiętam Mateusz Baron.
A oto słynny zegar. Niestety zabrakło pamięci w aparacie, na cały filmik :(
Na koniec fotka pana z obsługi Strongmenów. Podobno "szef wszystkich szefów". Nosi 5cio kg łańcuch na szyi, z 24 karatowego złota.

Ł2:98 km. [1197]
Dane wycieczki:
70.00 km (5.20 km teren), czas: 03:00 h, avg:23.33 km/h,
prędkość maks: 46.40 km/hTemperatura:31.0 HR max:181 ( 92%) HR avg:150 ( 76%) Kalorie: 2887 (kcal)
Chorzów, Ruda; po Marathon Cross.
Piątek, 11 czerwca 2010 | dodano: 11.06.2010
Ciągle ciepło, 29 stopni mimo wieczoru. Przed 19tą do sklepu, odebrać nową oponę.
Chcę jej używać i na asfalcie i do jazdy po lasku.

Ł2:28 km. [1127]
Temperatura:29.0 HR max:178 ( 91%) HR avg:158 ( 81%) Kalorie: 1299 (kcal)
Chcę jej używać i na asfalcie i do jazdy po lasku.

Nowa opona schwalbe marathon cross 28x1.5 Reflex© fredziomf
Ł2:28 km. [1127]
Dane wycieczki:
28.00 km (0.60 km teren), czas: 01:10 h, avg:24.00 km/h,
prędkość maks: 44.90 km/hTemperatura:29.0 HR max:178 ( 91%) HR avg:158 ( 81%) Kalorie: 1299 (kcal)